Mądra miłość zbudowana jest z małych rzeczy.

Jeszcze kilka lat temu o tym nie wiedziałem. Gdy się nie wie, zawsze się traci. Kogoś lub coś. W oczekiwaniu na rzeczy wielkie traci się czas.

Miałem kiedyś kolegę filozofa i doktora psychologii.
Odwiedził mnie któregoś razu i jak zwykle w trakcie męskiej rozmowy i filozoficznych rozważań o życiu, rzucił myśl. Przyznał mi, że nie całuje się ze swoimi kochankami. (Nie, nie byłem jego kochankiem).

Zdziwiony zapytałem:
– Jak to? Bez całowania?

Dla 19-latka, który o życiu wiedział tyle, ile nauczył go cyklon hormonalny hulający w jego ciele, odpowiedź była dość zaskakująca:
W pocałunku ukryta jest intymność, we włożeniu penisa gdziekolwiek…nie ma żadnej.

I zostawił mnie z tą niezbyt wysublimowaną refleksją na lat wiele.

Gdy kalendarz obwieścił mi, że jestem już w wieku kolegi psychologa, kiedy ten dzielił się ze mną swoją filozoficzną myślą i gdy życie już wystarczająco mocno mnie poturbowało, nie tylko odkryłem ogromną wartość jego myśli, ale poszedłem o krok dalej.

Puentę wynikającą z tej mądrości postanowiłem wcielić w życie. Niestety, w tym wcielaniu, w ogromnym rozpędzie, w swojej naiwności nie pomyślałem, że, aby miała jakąkolwiek wartość praktyczną, musi zakiełkować w dwóch głowach.
Sam ze sobą przecież nie mogę się całować.

Naiwność była kosztowna, ale wypłynęła z niej nauka.
Co miał na myśli kolega, gdy wypowiadał swoją sentencję?

Miłość.

Bycie z kimś, to jedno z najbardziej intymnych przeżyć, jakich człowiek doświadcza w trakcie swojej krótkiej egzystencji. Żaden płomienny romans i akt seksualny z kimkolwiek, nigdy nie dorównają intymności, jaką jest istnienie w czyimś życiu.

Obecność nie ma ceny.

Dobra relacja, to w dużej mierze wewnętrzna decyzja, umowa dwojga ludzi. Zaczyna się od zasygnalizowania zielonego światła partnerowi.
Tylko wtedy może nastąpić moment wprowadzania się do czyjegoś życia. Jeśli nad tym zielonym światłem wisi tablica z napisem: „KOMPROMIS I AKCEPTACJA” i od samego początku znana jest motywacja obojga partnerów, można rozpocząć budowanie zaufania.

Decyzja: „Jestem gotów na związek” i zaproszenie kogoś do swojego świata bez solidnego ugruntowania się najpierw w głowie, w niedalekiej przyszłości obciąża serce. Czyjeś serce, bo zostaje złamane.

Złamałem i mnie złamano. Wszechświat nie znosi braku równowagi. Wszystko wraca.

Jeżeli świadomie wypowiadasz: „Chcę być z Tobą” zapoczątkowujesz proces tworzenia więzi. Mozolnej i sumiennej nauki o drugim człowieku. Zaczynasz go oswajać, a za to, co oswajasz, stajesz się na zawsze odpowiedzialny. Antoine de Saint-Exupéry, gdy pisał o oswojeniu w „Małym Księciu”, wiedział, jaki kaliber ma to zdanie.

Z tego powolnego procesu wcześniej, czy później rodzi się miłość, zaufanie, przyjaźń i mądrość życiowa, która ludzi spaja. W końcu powstaje więź, bo o nią tak naprawdę chodzi. Taki rodzaj uczucia, spoiwa, którego nie są w stanie zachwiać kryzysy wpisane w każdą relację.

Nikt nie chce być sam.

Związki budowane na chemii jako fundamencie relacji, oparte na szaleńczych zauroczeniach, bez wewnętrznego przekonania, czego chce się od życia, bardzo często kończą się katastrofami. Bywają piękne, ale krótkie.

Dlaczego?

Chemia mija – zawsze.
Mózg domaga się ciągłej nagrody, a nagrody nie ma, bo chemii nie ma.
Ludzie nie są mądrzy, nie rozmawiają ze sobą, wstydzą się, szukają więc kolejnych nagród, nowych zauroczeń i wolności. Związki się rozpadają.
Mijają kolejne miesiące, lata, zmieniają tylko zdjęcia profilowe na aplikacjach randkowych. Twarze te same, tylko już starsze. Kiedyś umrą w samotności.

Podskórnie o tym wiemy, ale odwlekamy tę prawdę tak długo, jak się tylko da, że|
w relacji, od tego, czy było się dobrym kochankiem, finalnie ważniejsze okazuje się to, czy zostało się najlepszym przyjacielem. Nawet największe namiętności prędzej, czy później przykrywa gruba warstwa kurzu. Przyjaźń zostaje czysta i nienaruszona. Do końca.

Dlaczego więc zamiast szukać w związkach oddanych przyjaciół, poszukujemy najcudowniejszych kochanków, nie pamiętając, że kochankami kiedyś być przestaną?

Bo jesteśmy naiwni. Nie potrafimy uczyć się na cudzych błędach. Koniecznie musimy na swoich.

Naiwność ma swoją cenę. Jest nią upływający czas i przeciągnięte po ostrych kamieniach życiorysy. Dopiero po latach człowiek dochodzi do jakże banalnego wniosku, że „seks życia” i serię zauroczeń może mieć z byle kim. Poranną herbatę i wspólne, z przyjemnością zjedzone, pięciotysięczne z kolei śniadanie, tylko z przyjacielem.
Pięciotysięczny pocałunek na dobranoc i na dzień dobry – także.

Gdy byłem nastolatkiem, ktoś dorosły wypowiedział w mojej obecności pewne zdanie. Oczywiście znowu upłynęło sporo czasu, zanim je zrozumiałem tak, jak zrozumieć powinienem:

„Nieważne, z kim sypiasz, ważne, kto będzie Cię trzymał za rękę, gdy będziesz umierać, bo u schyłku życia nie wspominasz kochanków, ale tych, którzy Cię kochali.”

Po zdradzie pozostaje dziura. Po odejściu przyjaciela krater.
Mimo to ludzie w związkach najbardziej obawiają się zdrad.

Jeżeli znajdujesz dobro, ale zaczynasz gonić za lepszym i dobro porzucasz, zawsze będziesz jego wrogiem. Bo lepsze jest wrogiem dobrego.

Tych, którzy nie potrafią czerpać radości z rzeczy małych, prędzej czy później nie zaspokoją rzeczy monumentalne. W związkach, w życiu, we wszystkim. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tonąc w uganianiu się za niedoścignionym ideałem, uchyla się furtkę cierpieniu.

Pewien znajomy pisarz powiedział mi, że miłość (przynajmniej na początku związku) to zawsze gra. Bez gry, żadna relacja się nie uda. Wtedy najczęściej tylko jedna osoba angażuje się bez pamięci. Ta, która straciła czujność i nie grała.
Nieodpisywanie zbyt szybko na smsy, zdobywanie, niedostępność, tajemnica. Wszyscy to znamy.
Powiedział, że decyzja = śmierć relacji.
Zbyt szybko pokazane miękkie podbrzusze oznacza dla związku także koniec.
Kolega jest ode mnie starszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony życiowo.

W niegłupiej teorii kolegi wynikającej z jego praktyki jest jednak pewna luka. Chemia, która mija.

W miejscu po związkach chemicznych odpowiedzialnych za euforię i otrzymywanie „nagrody” najczęściej pojawiają się rozczarowania. Ludzie zostają nadzy. Tacy, jakimi są naprawdę, a jakich nie znaliśmy wcześniej. Zaczyna więc coś przeszkadzać i czegoś zaczyna brakować.
Jeśli są mądrzy, rozmawiają ze sobą, jeśli nie – następuje koniec.

Mądrość, rozmowa i szacunek.

W czasach, gdy wszystko rozpada się w pył, a Internet daje nieograniczone możliwości poznawania kolejnych „miłości”, żeby zbudować stabilny związek, mądrym trzeba być od początku.
Wewnętrzną decyzję, czego chce się od życia, dobrze jest podjąć jeszcze zanim kogoś się do niego wpuści i wypowie magiczne: „Chcę być z Tobą”. Na pewno zanim założy się komuś pierścionek, obrączkę, bransoletkę, czy łańcuszek, jako symbol umacniania więzi. Zdejmowanie to powolna amputacja bez znieczulenia.
Obie strony muszą wiedzieć, czego poszukują. Jeżeli wie tylko jedna, zawsze ktoś ucierpi.

Człowiek nigdy nie jest czystą kartą. Wiążąc się, automatycznie scalamy dwie przeszłości. Z ich dobrem i złem. Nie bez znaczenia jest więc, w jaki sposób ludzie o swoich przeszłościach opowiadają.
Jeżeli już na początku partner mówi o sobie tylko dobrze, a o ex tylko źle, mimo wielu lat spędzonych razem – coś jest nie tak.
Budowanie to dwuosobowy proces. Rozpad także, tylko proporcje różne.
Photoshop na dzień dobry, to nie najlepszy początek. Wszystko prędzej, czy później wychodzi na powierzchnię.

Zdrowa relacja to też nie loteria z obstawionymi numerkami i zaganianie kogoś do klatki w celu obserwacji, przy jednoczesnym milczeniu i niekomunikowaniu swoich potrzeb i uczuć. Milczenie skazuje związek na porażkę. W ten sposób można zmieniać partnerów jak rękawiczki. Wycofując się rakiem zawsze, gdy coś zacznie za mocno uwierać.

Jeżeli nie zaspokoi Twojego pragnienia szczęścia zmywanie naczyń, pranie, sprzątanie, wspólne posiłki, wieczorne oglądanie filmów, witanie się w drzwiach pocałunkami, wzajemne wspieranie, randki, niespodzianki, wspólne zakupy, podróże, kłótnie, godzenie się, czułość – rutyna. Nie zaspokoi tego pragnienia nic. Zostaniesz wiecznym poszukiwaczem.

Wtedy lepiej rzucić się w ramiona samotności, bo po co płakać i żegnać ludzi w przyszłości, doprowadzając ich wnętrze do ruiny? Skoro można pozwolić im spokojnie żyć?

Nawet najjaśniejsze fajerwerki tylko na chwilę rozświetlają ciemne niebo. W miłości chodzi o ten mały, ale stały płomień.

W przyszłości wcale nie złamane serca utrudniają ludziom odnalezienie spokoju. Jest coś znacznie gorszego od złamanych serc – wyrzuty sumienia. Serca mają tę zdolność, że się kiedyś zrastają. Pozostają blizny. Wyrzuty sumienia targają ludźmi do końca ich dni.

Każda miłość jest inna, ale mianownik wszystkie mają wspólny – odpowiedzialność.
Rzucając się w przepaść – ryzykujesz. Jesteś za siebie odpowiedzialny. Spychając w przepaść kogoś, kto się tego nie spodziewa – dokonujesz egzekucji. Jesteś za nią odpowiedzialny.

Większość z tych rzeczy, to truizmy, jednak wciąż ktoś kogoś spycha. Ciemne doliny wyściełane są zwiniętymi w kłębek, poranionymi duszami.

W tym wiecznym poszukiwaniu bezkresnych uniesień i wyimaginowanego szczęścia, gdy ilość blizn poszukiwacza na jego sercu i ciele jest już wystarczająco duża, w końcu następuje ostatni etap poszukiwań – powrót do źródła. Do tego wszystkiego, co dawniej nie wystarczało, z czego się zrezygnowało, co się przejechało walcem, a co było dobre.

Wszyscy wracają. Nikt nie chce dogorywać w samotności i niekochaniu. Tęsknota za tym, co się utraciło, pojawia się zawsze wtedy, gdy na głowie zaczyna błyszczeć kolejny siwy włos. Nawet jeśli nie ma już do czego wracać, wraca się do wspomnień.

Damian.

Kolejny tekst z tej serii zostanie opublikowany na blogu 8.12.2018r.
Udostępnij, skomentuj, podziel się ze znajomymi.
Fot. Wojciech Buczyński

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 Komentarzy

Michał · 22 grudnia 2018 o 21:34

Wspaniały tekst! Dziękuję

Natalien · 3 grudnia 2018 o 17:14

Tak bardzo w punkt. Prosto, na temat. Bez owijania w bawełne. Trafiłam przypadkiem , zostane na dłużej. + utwōr bajka. Odpływam…

Jakub · 2 grudnia 2018 o 22:22

Deep

Wszyscy jesteśmy dla siebie tylko etapami | Damian Maliszewski | Blog · 8 stycznia 2019 o 01:00

[…] Polecam także: “Zanim się z kimś zwiążesz…” […]

Zanim kogoś porzucisz... | Damian Maliszewski | Blog · 8 grudnia 2018 o 00:02

[…] „Zanim się z kimś zwiążesz…” i „Zanim kogoś porzucisz…” zacząłem sporo czytać. Miałem na to ostatnio dużo czasu i w tym szale czytania trafiłem na coś, co mnie zaintrygowało, a jednocześnie zupełnie skruszyło. Zobaczyłem potęgę skali zjawiska, którego nie można nazwać inaczej, jak tylko emocjonalnym ludobójstwem XXIw. […]