Zanim kogoś porzucisz…

Równo dziesięć lat temu siedząc pewnej jesiennej nocy w pociągu relacji Rybnik- Warszawa, wyciągnąłem notes i zapisałem pierwszy wers : “Wiele w nas nierozwiązanych spraw.” Tak powstał tekst do piosenki “Niewinni niedoskonali”. Nie przypuszczałem, że po dekadzie wrócę do niego i przyznam, że przesłanie w nim zawarte znowu rozbrzmiewa w moim życiu. O wiele bardziej, niż wtedy.

Tekst napisałem po stracie. Drugiej w moim życiu. Pierwszą było odejście taty.

W obydwu przypadkach strat, gdy już wiadomo było, że są nieuniknione i nieodwracalne – pożegnaliśmy się.

Po tej drugiej napisałem piosenkę, wydałem singiel w formie płyty i wręczyłem na pożegnanie zamiast listu. Dziś zrobiłbym tak samo.

Odejść trzeba umieć. Jeśli się nie umie, produkuje się ofiary. Ludzie odchodzą w różnoraki sposób. Bywa jednak, że porzucają i nie żegnają się w ogóle.

I o tym będzie ten tekst. O niepożegnaniach. O tych, którzy “mijają się jak obcy, bez gestu i słowa, w niepamiętaniu, że przez krótki czas kochali się na zawsze”. O skrzywdzonych i tych, którzy krzywdzą.

To jak kończymy mówi o nas najwięcej.

Przy niezliczonej ilości błędów, jakie popełniłem w życiu i bólu, jaki zdarzyło mi się sprawić, jednej rzeczy nigdy nie zrobiłem. Nie zostawiłem nikogo bez słowa wyjaśnienia.
Rozmawiałem, gdy porzucałem lub próbowałem rozmawiać, gdy mnie porzucano.

Informacja jest jednym z fundamentów, na których opiera się świat. Brak informacji powoduje chaos. Chaos jest z kolei przyjacielem zniszczenia.

Oddanie serca na dłoni zawsze niesie za sobą ryzyko, że ktoś przemieli je przez maszynkę do mięsa i zrobi z niego tatar. Istnieją tacy, którzy tatar z rozkochanych serc robią jednorazowo. Im się z czasem wybacza. Niestety świat pełen jest takich, którzy tatar z serc produkują na skalę przemysłową. Inaczej nie potrafią. Są zaprogramowani. Oni też są ofiarami czyichś błędów.

Rozkochują i znikają nagle, zostawiając porzuconych z wnętrznościami na wierzchu. Pogrążają ich w erze wiecznych ciemności, poczuciu winy i niekończącym się cierpieniu.

Wszyscy złamani ludzie składają się ze źle zakończonych historii.

To zdanie przeczytałem w jakimś artykule. Ujęło mnie swoją oczywistością. Ci uciekający od odpowiedzialności, także są sumą jakichś historii. Póki sami się do nich nie dogrzebią, zawsze będą gubić się i ranić.

Jeżeli traktujesz partnera jak książkę, którą po przeczytaniu wyrzucasz do kosza na śmieci, a następnie udajesz się do sklepu po nową, kiepski z ciebie czytelnik.

Książek się nie wyrzuca. Nawet w przeczytanych książkach po latach odkrywa się nowe prawdy.

Tuląc do snu, głaszcząc, całując, patrząc w oczy, dzieląc się wszystkim na pół, budując więź, stając się częścią życia drugiego człowieka, zostawiasz w nim trwały ślad i bierzesz współodpowiedzialność za ten zostawiony ślad. Związek to tandem. Partnerzy na zmianę wymieniają się spadochronem. Jedno drugie trzyma w ramionach. Jeżeli porzucasz bez wyjaśnienia, unikasz rozmowy, zrywasz kontakt, tak naprawdę odpinasz partnera w trakcie lotu w chmurach, sam lądujesz bezpiecznie ze spadochronem na ziemi, po partnerze pozostaje miazga.

Zawsze jest jakiś powód odejścia. Nigdy nie jest tak, że nie ma powodu. Uciekając od konfrontacji, obnaża się swoje najsłabsze punkty i najgorsze cechy osobowości.

Wtedy też następuje dysonans, konflikt wewnętrzny u osoby porzuconej. Nagle dostrzega dwie zupełnie różne postaci. Kogoś z kim była w związku, czyli wrażliwego, oddanego przyjaciela, którego pokochała, a w chwili rozpadu i po rozstaniu, człowieka zimnego, pozbawionego jakiejkolwiek etyki i uczuć. Takiego, którego nie stać na spojrzenie w oczy i szczerą, dojrzałą rozmowę.

Trzeba ze sobą rozmawiać. Brak informacji zwrotnej blokuje i niszczy.

Żeby nie zrujnować nikomu życia i dać osobie, którą się zostawia jakąkolwiek szansę na wyciągnięcie życiowej nauki, ale też wyciągnięcie jej dla samego siebie, należy powiedzieć o prawdziwych powodach swojego odejścia. Nie ma innej drogi. Każda droga na skróty jest ucieczką, krzywdą i złem.

Bez tej podstawowej wiedzy ludzie porzuceni zatapiają się w poczuciu winy i szukają powodów rozstania tylko ze swojej strony.
Nie są w stanie pójść do przodu, nauczyć się czegoś o związkach, swoim charakterze, choćby po to, żeby już nigdy nie być porzuconym z tych samych powodów. Poczucie wartości lega w gruzach. Zaufanie do świata sięga bruku. Emocje biorą górę nad rozsądkiem. Mózg zostaje wysadzony w powietrze.

Wygrzebywanie się z tego trwa latami albo co się nie rzadko zdarza – do końca życia. Tak ludzie ludziom skracają życie.

Osoba porzucająca także niczego się nie uczy. Popełnia te same błędy. Nadal nie wie, czego szuka w życiu. Buduje nowe relacje. Gdy te się nie udają, porzucając – krzywdzi kolejnych partnerów i siebie przy okazji.
Siebie, bo wyrzuty sumienia tego, który rani, są jak kiełkujące nasiona winorośli. Z upływem lat ich pnącza porastają całe wnętrze. Pielęgnuje je czas i kolejne nieudane związki. Nigdy nie przestają rosnąć.

“Było kiepsko w łóżku, już mnie nie pociągasz”, “Nigdy nie było we mnie miłości, a czułość wynika z mojego charakteru i można ją zinterpretować jako zakochanie”, albo… “Jestem egoistą, okłamywałem Cię przez cały czas”. Cokolwiek. Każde z tych zdań byłoby lepsze, niż nic.

To daje człowiekowi punkt odniesienia. Perspektywę. Coś od czego może startować i próbować budować życie od nowa. Oczywiście, że wtedy jest spore ryzyko, że powie się coś, co osoba porzucona uzna za tak beznadziejne, że porzucającego albo znienawidzi, albo pomyśli, że nie był wart miłości i nie nadaje się do żadnych relacji. Dlatego, żeby to powiedzieć, trzeba mieć jednak odwagę. Dlaczego więc tak mało w ludziach tej odwagi?

Bo są ludźmi.

Chcąc zrozumieć wiele zjawisk i zachowań, nauczyć się czegoś przede wszystkim o sobie, zanim podjąłem decyzję o publikacji “Zanim się z kimś zwiążesz…” i “Zanim kogoś porzucisz…” zacząłem sporo czytać. Miałem na to ostatnio dużo czasu i w tym szale czytania trafiłem na coś, co mnie zaintrygowało, a jednocześnie zupełnie skruszyło. Zobaczyłem potęgę skali zjawiska, którego nie można nazwać inaczej, jak tylko emocjonalnym ludobójstwem XXIw.

Nie wierzysz w duchy? Uwierz – istnieją.

Ktoś pojawia się w Twoim życiu, budujecie związek, więź. Są deklaracje, czułość, seks, nawet mieszkacie razem i nagle niespodziewanie mówi, że jednak Cię nie kocha, po czym znika bez słowa wyjaśnienia zrywając kontakt? Tak, jakby nigdy w tym życiu nie istniał? Wysyłasz list, nie odpisuje? Ewentualnie dostaniesz smsa z krótką wiadomością “Chcę być teraz sam. Pa”?

Mosting, nowe zjawisko, rozwija się na świecie wraz z rozwojem aplikacji randkowych i możliwościami poszukiwania nowych partnerów przez internet. Okrutny, bezlitosny, pozbawiony zahamowań.

Wór z tysiącami podobnych historii wysypał się na świecie po publikacji amerykańskiej dziennikarki New York Timesa, która opisała swoją osobistą traumę, po tym, jak została porzucona przez swojego partnera. Sprawę opisał też magazyn MEL.

Psychologowie zaczęli więc badać tę brutalną formę kończenia związków, która zostawia ludzi w zgliszczach.

Do tego dążymy? Do zgliszczy?

Brak empatii, odwagi, asertywności, dojrzałości, przyzwoitości i szacunku do drugiej osoby. Pasywna agresja i zakamuflowana przemoc psychiczna.
Zaburzenia osobowości i strach przed odrzuceniem. Szereg kompleksów, narcyzm, niska samoocena, brak pewności siebie, nieumiejętność wyrażania uczuć i myśli, nieumiejętność komunikowania o swoich potrzebach. Człowiek taki zawsze kalkuluje co mu się w życiu będzie bardziej opłacało? Bycie w związku? Czy zostanie singlem? Często czuje na początku fascynację, która szybko mija, ale zamiast skonfrontować się, wybiera tchórzliwe wyjście i znika.

To podstawowe powody takiego postępowania. Tak sądzą psychoterapeuci zajmujący się tematem. Ja dodałbym jeszcze do tego brak klasy.

Psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz, twierdzi, że: takie osoby powinny szukać pomocy u psychoterapeuty, by zrozumieć swoje bezlitosne zachowania. Jak podkreśla mosterami są osoby niedojrzałe do głębszych relacji. Narcyzm to osobowość naszych czasów. Potrzebują atencji, uznania. Dojrzała osoba potrafi wziąć odpowiedzialność za to co mówi i co robi drugiemu człowiekowi. Liczy się i szanuje go. Ale moster jak mówiłam, dojrzały nie jest, jest raczej na poziomie emocjonalnym dziecka, nastolatka. Czyli zamiast konfrontować się – znika, gdy już zaspokoi swoje pragnienia.

Bywa, że porzucają, bo sami nie chcą zostać porzuceni. Ich obsesyjny lęk przez negatywną oceną innych, powoduje, że nie radzą sobie z myślą, że kogoś rozczarowali, dlatego uciekają przed niewygodną dla nich sytuacją. Oni także cierpią, tylko o tym nie wiedzą. O fakcie, że cierpią zazwyczaj dowiadują się, gdy do ich drzwi zaczyna pukać starość i zgorzknienie, a w pomieszczeniu nie ma nikogo poza nimi samymi.

Jeśli w trakcie zrywania relacji wzruszają się, płaczą, mówiąc: “Jesteś cudowny/a, ten związek ma potencjał, to moja wina, biorę to na siebie, ale nie możemy już być razem.”
Wtedy ze stuprocentową pewnością nie są szczerzy, a mówiąc wprost – kłamią. Unikają prawdy i odpowiedzialności, przy okazji depcząc tym obliczonym na korzyść (zaspokojenie własnego ego) współczuciem i tak już zbrukaną godność osoby porzucanej. Myślą, że są empatyczni. Nie, nie są. To nie empatia, a manipulacja. Sprytny sposób wybielenia własnego sumienia. Wtedy zamiast guza z powodu absolutnej szczerości, serwują partnerowi trepanację czaszki i operację na otwartym sercu – nieszczerością.

Ludzie z konkretnymi problemami z osobowością postępują w takich sytuacjach schematycznie, więc i o historii, która akurat Cię spotkała możesz przeczytać wiele razy w różnych publikacjach, w różnych językach, na różnych kontynentach. Ofiary także po takim porzuceniu postępują schematycznie i z komputerową precyzją można przewidzieć kolejne etapy “żałoby” i zachowań osoby cierpiącej.

Psycholog, psychoterapeuta i pisarz – Wojciech Eichelberger mówi: “Narcyz nie jest zakochany w sobie, tylko w swoim wyidealizowanym wizerunku. […] Wydaje mu się, że wizerunek jest jego prawdziwą tożsamością. Narcyz nie tylko siebie nie ceni, ale przede wszystkim nie zna. Wie, jaki chciałby być, ale jaki jest – nie ma pojęcia. W dzieciństwie nauczył się, jaką ma grać rolę, aby ważne osoby z jego otoczenia były z niego zadowolone. Jednocześnie przeczuwa najgorsze: Jestem nikim, nic niewartym zerem, bo tym, jaki jestem naprawdę, nikt się nigdy nie zainteresował. Nie jest w stanie uwierzyć, że ktoś może pokochać kogoś takiego jak on, więc podświadomie sądzi, że osoba, która go pokochała, jest tak samo beznadziejna, dlatego ją odrzuca.”

Czy należy się takich ludzi bać? Myślę, że przede wszystkim należy im współczuć. Współczucie uwalnia od złych emocji. Złość jest tylko gorszą formą, ale jednak wciąż miłości. Obojętność jest przeciwieństwem miłości.

Na co dzień mili i opanowani po prostu nie wiedzą jak fatalnie postępują. Sami ze sobą muszą przegrać, doświadczyć tego samego, co czynią innym, żeby poczuć ewentualny impuls do pójścia na terapię.

Jednym z podstawowych błędów jaki popełnia się na początku budowania, jest udawanie, że nie ma za nami przeszłości. Mówimy “przeszłość oddzielmy grubą kreską, nie rozmawiajmy o niej”. Później się okazuje, że jest się trzecim z rzędu porzuconym w ten sam sposób partnerem.

Jesteśmy także sumą naszych doświadczeń. Musimy wiedzieć z kim się wiążemy.

Bez pytań o przeszłość i o to w jaki sposób zakończyły się poprzednie związki, jak dana osoba w nich funkcjonowała, nie dowiemy się w pełni z kim tak naprawdę chcemy budować naszą przyszłość.
Jeżeli partner nie chce rozmawiać o przeszłości, to wystarczająco jasny sygnał, że coś jest na rzeczy. Wiedza ta może okazać się dla nas wentylem bezpieczeństwa, o ile oczywiście partner powie nam prawdę.

Związek nie jest drogą do celu, a celem samym w sobie.

Ludzie, którzy postrzegają związki, jako korzyść, będą je kończyli, gdy z nich już nic dla siebie nie wyciągną.

Często uciekając przed prawdziwymi uczuciami budują coś, co na uczucia wygląda. Odgrywają sceny, swoją rolę, uczuciowość. Do odgrywania nie trzeba się przygotowywać, bo nie wymaga wysiłku, natomiast daje ono złudne poczucie bezpieczeństwa. Ze względu na chemię odgrywają swoje sceny bardzo szczerze i oddanie. Do czasu.

Miłość nie jest emocją i nie znajduje się jej na ulicy. To proces, który z czasem buduje się z drugim człowiekiem. Na jego końcu jest absolutne zaufanie.
Gdyby ktoś zadał mi dziś pytanie, czym jest miłość? Odpowiedziałbym, że więzią i zaufaniem właśnie. Romantyczne, wielkie uczucia rzadko działają. Mądre trwają. Cała sztuka polega na tym, żeby wtłoczyć romantyzm do miłości mądrej.

Jeżeli po pierwszym wyrzucie substancji chemicznych do mózgu, który trwa 3, 4 miesiące porzucasz osoby, z którymi się wiążesz, nie powinieneś wchodzić w związki. O tym należałoby uczyć w szkołach.

Ludzie odpowiedzialni, współodczuwający i dojrzali, nie wyrzucają innych ludzi w bezwzględny sposób na śmietnik niepamięci.
Jeżeli komuś wrażliwemu zdarzy się taka wpadka życiowa, z pewnością zjedzą go z czasem wyrzuty sumienia. Jeżeli ich nie ma, nie czuje się winny, to oznacza, że wyświadczył Ci przysługę uwalniając Cię od siebie i swoich problemów. Doceń to.

Czy może być coś dobrego w porzuceniach?

Jedną z najlepszych trampolin, a być może jedyną skuteczną do tego, żeby wprowadzić diametralne zmiany w życiu, są wstrząsy.
We współczesnym, zupełnie pogubionym świecie, żeby móc w pełni zajrzeć do swojego wnętrza i rozwinąć się, potrzeba cierpienia, ciszy i samotności.
Ludzie z pozoru szczęśliwi, prowadzący aktywne życie, otaczający się dziesiątkami znajomych, nie mają czasu, przestrzeni, ani narzędzi do tego, żeby zrozumieć to, co rozumieją ludzie po traumach i upadkach, którzy wstąpili na ścieżkę rozwoju. I nie, nie chodzi o rozwój w postaci pogoni za karierą i pieniędzmi. Wiedzą o tym wszyscy Ci, którzy zdobyli sławę, wielkie fortuny i mimo to umierali z przesłaniem na ustach, że nie w życiu liczy się tylko i wyłącznie miłość. Budowanie i rozwój zaczyna się od siebie wewnątrz, nie na zewnątrz. Na zrozumienie tego potrzeba dwóch rzeczy. Upływającego czasu, albo bardzo zachwianego życia. Zachwianego stratą, ewentualnie chorobą.

Wszyscy jesteśmy fabrycznie wadliwi i w życiu chodzi o to, żeby tę fabryczną usterkę zlokalizować i naprawić. Każdy ma tę samą.

Jedni i drudzy, porzucający i porzuceni borykają się niską samooceną, głębokim poczuciem winy i przejmującym kontrolę nad życiem ego. Nad tym można jednak pracować.

W tych dramatycznych rozstaniach wygranym może okazać się porzucony, bo stratę i wstrząs ma szansę wykorzystać do zainicjowania największego przewrotu w swoim życiu.
Jeżeli jest mądry i silny, nie będzie wchodzić w żadne relacje, dopóki nie zmieni życia o 180 stopni. Rozwój osobisty, zrozumienie i dotarcie do źródła swoich problemów, cech, które źle i dobrze wpływały do tej pory na tworzone związki, a finalnie gdzieś na horyzoncie oświecenie.

To w efekcie zaowocuje o wiele lepszymi, mądrymi i trwałymi relacjami w przyszłości z ludźmi poukładanymi i na podobnym etapie rozwoju.

Prawdopodobieństwo, że porzucający zmieni cokolwiek w swoim życiu jest nikłe. Gdy porzuca, nie myśli o znalezieniu czasu na medytację, przewartościowanie priorytetów, wsłuchanie się w swoje wewnętrzne JA i pozbycie się dominacji ego. Nie czyta książek, nie decyduje się na terapię, nie wstępuje na ścieżkę rozwoju. Chce jak najszybciej przejść do porządku dziennego. Idzie jak burza po trupach do celu wpadając w wir pracy i nowych znajomości, aż do kolejnego czołowego zderzenia ze ścianą. Znowu zbuduje związek, który po kilku miesiącach, albo latach się rozpadnie.

Wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i wszyscy wymagamy naprawy.

Ja także wpadłem w największą z możliwych pułapek. W pułapkę własnego ego. Karmiłem swoje kompleksy krytyką, ocenami, największą krzywdę robiąc tak naprawdę sobie.
Od zawsze chciałem zmieniać świat i ludzi według swoich wyobrażeń i oczekiwań, podczas gdy jedyna realna zmiana jakiej mogę dokonać, to moja własna.

Człowiek mądry wybiera dobro. Najważniejszy pierwszy krok. Kto raz wejdzie na ścieżkę rozwoju, ciężko mu będzie z niej zejść. Moja zaczęła się od pewnych słów.

Bardzo ważna dla mnie osoba nauczyła mnie pięknego zdania. Zamiast powiedzieć: “Brzydko w tym wyglądasz”, powiedz “Ta rzecz na Ciebie nie zasługuje”. Mam kilka zdań, które nazwałbym najważniejszymi w moim życiu. To jedno z nich. Odkrywcze i zmieniające wszystko. Zostanie ze mną na zawsze. Ale też tego typu zdania można wypowiadać tylko w stosunku do osób, które akceptują siebie i innych. Jeżeli takich zdań oczekują od nas ludzie, którzy siebie nie akceptują, jest to tylko pielęgnowanie ich narcyzmu i ego.

Jesteśmy niedoskonali i niewinni tej niedoskonałości. Wina pojawia się tam, gdzie zaczyna się masowe krzywdzenie innych i zupełny brak refleksji.

Decydując się na opublikowanie tych dwóch tekstów, myślałem o ofiarach potrąconych przez pijanych kierowców. Pędzących i nie mających świadomości, że kogoś przed sekundą rozjechali. Jadą dalej potrącając kolejne ofiary.
Ktoś powinien ich zatrzymać i powiedzieć – “Zobacz, tam leżą trupy”.
Jeśli porzucasz kogoś i uciekasz, życie w którymś momencie na pewno przypomni Ci, że w przeszłości zostawiłeś za sobą trupa.

Miłość potrzebuje czasu. Zmiany także.

Żeby móc mądrze kochać kogoś, najpierw trzeba bezwarunkowo pokochać samego siebie. Miłość do samego siebie jest jedyną, która nie porzuca. Nie można jej jednak mylić z narcyzmem. Narcyzm jest zaprzeczeniem miłości.

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie mi się w ostatnim czasie przydarzyły, było obejrzenie filmu “Bohemian Rhapsody”. To film biograficzny o zespole Queen i Freddiem Mercury. Wybraliśmy się do kina z moją mamą. Dwa razy.

“Znajdź mnie, gdy polubisz siebie i będziesz potrzebował przyjaciela”

Te słowa wypowiedział do Freddiego jeden z kelnerów sprzątający mieszkanie wokalisty, po kolejnej wystawnej imprezie. Wypowiedział je i wyszedł.
Freedie potrzebował kilku lat, żeby dojrzeć do tych słów. Odnalazł Jima Huttona.
Zostali partnerami, przyjaciółmi. Jim towarzyszył swojemu ukochanemu w jego ostatnich latach życia. Dawno żadna historia mnie tak nie poruszyła i nie zainspirowała.

“Kiedy znajdziesz swoją drogę, znajdziesz również swoją historię miłosną.”

Odnajdujmy się więc wzajemnie dopiero wtedy, gdy sami pokochamy i polubimy to, co mamy w życiu najcenniejszego – siebie. Wtedy jest szansa na związki, które przetrwają do ostatniego dnia naszej wędrówki, bez niespodziewanych, bolesnych i niepotrzebnych porzuceń.

Damian Maliszewski

Jeżeli tekst Ci się spodobał – Udostępnij, podziel się, zostaw komentarz, prześlij komuś, komu być może teraz jest potrzebny. Możesz także wspomóc moją działalność twórczą – pisarsko/muzyczną. Obecnie trwa zbiórka środków na moją debiutancką płytę. Cała płyta będzie o miłości. O tym, o czym publikuje na swoim blogu. W roku 2020 chciałbym wydać książkę, która mam nadzieję pomoże wielu osobom. Oto Link do zbiórki:

https://pomagam.pl/damianmaliszewski

Jeżeli uważasz, że takie teksty są potrzebne, możesz wspierać mnie regularnie na:
Za okazane wsparcie mojej pracy z góry dziękuję.

Zachęcam też do znalezienia mnie na Facebooku, Instagramie i YouTube.

https://www.facebook.com/DamianMaliszewski.Official/

https://www.facebook.com/damian.maliszewski.56

https://www.instagram.com/damianmaliszewski/

https://www.youtube.com/user/DamianMaliszewski

https://twitter.com/damianmaliszews

Fot. Hubert Gostomski

Załączam video do wykładów Magdy Adamczyk – wybitnej (nie boję się użyć tego słowa) trenerki personalnej, która nie tylko moje życie zaczęła zmieniać na lepsze. Zmieniła los wielu osób.

Polecam także ten film…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

38 Komentarzy

:) · 4 stycznia 2019 o 19:50

Ja jestem człowiekiem, który zawsze rozmawia – nigdy nie zostawiłam nikogo bez słowa. Uważam, że rozmowa jest fundamentem dobrej relacji. Natomiast powstaje problem, gdy druga strona nie chce rozmawiać.. Niestety, ale patrząc na moje otoczenie w którym przebywam, nie widzę rozmowy, konkretnego dojścia do porozumienia, a wyrzuty sumienia.. Owszem – “każdy swoje za uszami ma”. Jednak, gdy dochodzi do rozpadu związku czy małżeństwa z powodu zdrady lub innych oszustw warto by było jednak porozmawiać, a nie zostawiać bez konkretnych wyjaśnień rozpaczonego partnera, który po X latach wspólnego życia nie mógł w to wszystko uwierzyć.. i mimo minionego czasu rana w sercu nadal jest głęboka. Człowiek po takich przeżyciach jest niczym ptak uwięziony w klatce, który dopóki nie opuści klatki taki pozostanie. Ja myślę, że warto zawsze mieć nadzieję na lepsze jutro, w końcu “ptaka grzeje pierze, człowieka nadzieja” ?

A teraz moja historia:
Mając X lat i będąc po 2 nieudanych, chorych “związkach” w których rozmowa nic nie wniosła – podziękowałam. Owszem.. były momenty załamania, w których nie chciałam żadnych nowych znajomości, ale w końcu zaczęłam podchodzić do życia inaczej, bo doszło do mnie że to nie moja wina, że druga strona nie potrafi mnie wysłuchać, zrozumieć czy zaakceptować mojego zdania – liczyło się tylko to co on chce. Więc zaczęłam cieszyć się z małych rzeczy i czerpać radość z życia pełnymi garściami, aż w końcu poznałam moją drugą połówkę na jednym z portali randkowych. Zanim się spotkaliśmy pisaliśmy ze sobą około 2 miesiące. Ja tą znajomość na początku traktowałam bardzo na luzie, po przyjacielsku ? aż w końcu trafiło mnie i tym sposobem jesteśmy ze sobą prawie 7lat ?
Dlatego uważam, że dużo zależy od podejścia do życia i akceptacji siebie. Trzeba chcieć coś zmienić i mieć nadzieję, że wszystko z czasem się ułoży!

Eluśś · 22 grudnia 2018 o 19:59

Panie Damianie jestem pod wrażeniem Pana tekstów. Cała prawda w każdym calu. Sama siebie odnajduje w nich. Czekam z niecierpliwością na następne tekstu Pana. Pozdrawiam

Matt · 16 grudnia 2018 o 20:26

Ja nie chcę żadnych nagród… Chciałem się podzielić swoim spostrzeżeniem.
Jestem niepoprawnym romantykiem, z którego byciem, życie brutalne, okrutne , leczmy mnie każdego dnia, ale ja, jak ten nieuleczalny pozostaję przy swoim. Miłość nieraz boli, to że ktoś odszedł, to nie jest nasza wina, nie był gotowy, na to , co proponowaliśmy…
Wychodzę z założenia albo wszytko albo nic , ja, jak wchodzę w relację, to wchodzę do końca jak do wody, która zalewa mi wszystko, , która mnie topi i ratuje wyrzucając na brzeg, dając chęć życia, na tym to polega. oddajemy się całym sobą , na dobre i na złe,jeżeli ktoś tego nie wytrzyma , to nie był nas wart, to nie było to. Mam nadzieję, że ktoś doda znów Twoim pięknym oczu blasku. Grześ

Matt · 16 grudnia 2018 o 19:49

Why did you leav me ?
What did I do ?
please forgive me
what can I do ?

It was really grat
I didn’t want to end
you were my only mate
my requsts wasn’t heard
now it’s just too late
I need to wend
to heavan gate
It’s really end ?

I close my eyes
and seeing you
I need advice
what to do
My mind is blank
and heart bleeds
I m not a monk
I fall on my knees

The time has come
to understand
what had been done
that’s must be end.
I don’t believe
I feel the pain
what for to live ?
to hurt again ?

Grzesiek

Matt · 16 grudnia 2018 o 19:31

Zdrowia, tyle co wody w oceanie
Nigdy go nie zabraknie
Niech tak się stanie…

Miłości, co skrzydeł dodaje
Co nic nie zabiera
A wszystko daje

Przyjaciół jedynych , prawdziwych
Tych, co są i będą
Niech noszą miano godziwych.

Szczęścia o ile potrzebne
Ono jest w Tobie,
Szukaj go skrzętnie

Pracy, czyli przyjemności
Co daje satysfakcję,
Pieniędzy i dużo radości

Bądź szczęśliwy, kochany
Przez siebie i innych
To dar z serca dany

Jowita Kucharska-Charkoewicz · 14 grudnia 2018 o 00:31

Tak na szybko, ponieważ jest już późno … Bardzo nie lubię czytać … zazwyczaj w połowie takiego tekstu kończę mówiąc … „ O matko, nie można było jeszcze dłużej ?” … Ten tekst dał mi wiele do zrozumienia i pchnął mnie do czytania dalej … Dzięki ????

Sylwiczek · 13 grudnia 2018 o 13:52

Panie Damianie, ciekawe są te ostatnie dwa posty, które Pan dodał. Zgadzam się z nimi. Ja byłam po obydwu stronach. Kiedy uznałam, że nie pasujemy do siebie i lepszym wyjściem będzie rozstanie (wg mojej oceny), starałam się to wyjaśnić drugiej stronie, szczerze, na tyle ile siebie rozumiałam i wiedziałam, co mną kieruje. Zaowocowało to, iż te relacje są do dziś poprawne, a nawet dobre w niektórych przypadkach. Możemy spojrzeć sobie w oczy i porozmawiać jak starzy świetni znajomi. Kiedy z kolei zostałam parę razy porzucona, to już nie spotkałam się z podobną postawą jak moja. W jednym przypadku wyrządziło mi to ogromną krzywdę. Skutki tej sytuacji odczuwam do dziś, a minęło kilkanaście miesięcy. Czytanie książek, artykułów, blogów trochę pomaga. Zauważa się, że nie jest się odosobnionym w swoich doświadczeniach oraz dostaje się wiedzę, która może przynieść ukojenie, pomóc. Niestety, osobowość narcystyczna jest jedną z trudniejszych do wspólnego życia. Uważam, że z taką osobą można by było być, jeżeli dostrzegłaby, że Jej działania nie są nieskazitelne i że ma pewien problem, który oddziałuje na innych. Taka sytuacja jest jednak niezwykle rzadka.

Życzę Wszystkim porzucony i porzucającym refleksyjności, odwagi i wrażliwości. Czasami tyle wystarczy.

Pozdrawiam

    Damian Maliszewski · 13 grudnia 2018 o 17:13

    Dziękuję za opisanie swojej historii. Wyniki konkursu podam 8.01.2019.
    Co do osobowości narcystycznych, wydaje mi się, że należy mówić o tym, co się czuje. Nawet największy narcyz prędzej, czy później musi przyjąć do wiadomości, że zrobił coś złego.

Olies · 13 grudnia 2018 o 11:51

Najtrudniej jest ,kiedy osoba,która nas porzuciła bez słowa ,musi z nami pracować,kiedy musimy udawać,ze wszystko jest OK.Udajemy,że nic się nie wydarzyło,a tak naprawdę to strasznie boli.Jednak świadomość,ze pytania mogą tylko pogorszyć,i wiedza że jest ktoś trzeci,rozsądek podpowiada milczeć,zostawić to tak jak jest i pójść dalej.Tak przynajmniej robię i mam nadzieję ,ze z każdym tygodniem będzie łatwiej i oby mniej bolało,bo ta osoba nigdy się nie zmieni.

    Damian Maliszewski · 13 grudnia 2018 o 17:14

    Nie zazdroszczę. To rzeczywiście bardzo trudna sytuacja. Trzymam kciuki za zbieranie sił. Dziękuję za opisanie swojej historii. Wyniki konkursu podam 8.01.2019.

Sylwester · 13 grudnia 2018 o 08:09

Przeczytałem cały teskt, poruszyłeś moim zdaniem istotny temat. Era Tindera i innych portali zabija całkowicie komunikację wprost. Często przez to ludzie nie dbają o to co mówią, nie wyrażają się precyzyjnie, a przede wszystkim czują się bezpiecznie bo nie widząc ich, nie jesteśmy w stanie poczuć ich energii i emocji.
Zgadzam się zostawienie bez słowa, to jak rozoranie komuś serca tępym nożem i polanie tego wodą utlenioną.
Warto jest porozmawiać, nawet jeśli to boli. To oczyszcza, jednak są przypadki kiedy drugi człowiek nie chce sluchac, albo atakuje gdy mówi się prawdę. Wtedy w tej osobie porzucajacej rośnie ból, pojawia się rana. Bo samo rozstanie prowadzi do boku, smutku, żałoby.
Po co więc to jeszcze bardziej orać ?

    Damian Maliszewski · 13 grudnia 2018 o 17:16

    Nawet nie wiem, co mógłbym dodać. Napisałeś wszystko pod czym mogę się podpisać. Aplikacje randkowe zabijają relacje i kiedyś zabiją je całkowicie. Dziękuję za Komentarz. Wyniki konkursu podam 8.01.2019.

Tomek · 13 grudnia 2018 o 01:09

Tekst w dziesiątkę – w mojej obecnej sytuacji. Dał mi do myślenia i spojrzałem na to z boku, i widzę, że wielu ludzi dotyka cierpienie z powodu odrzucenia, niezrozumienia itp.Ważne by wyciągać wnioski i nie popełniać tych samych błędów. Dzięki Twoim słowom postanowiłem, że spotkam się z kimś, kto był dla mnie bliski, póki mnie nie skreślił z dnia na dzień – chcę spojrzeć w oczy i dowiedzieć się ‘dlaczego’. Liczę się z tym, że nie uzyskam odpowiedzi, ale przynajmniej spróbuję – po to, aby ruszyć dalej.

    Damian Maliszewski · 13 grudnia 2018 o 17:18

    Być może nie uzyskasz odpowiedzi, ale zrobisz coś ważnego, co zupełnie uspokoi Twoje wnętrze – zrobisz wszystko, co mogłeś. Twoje sumienie będzie czyste. Często tak jest, że osoby, które porzucają uciekają od odpowiedzialności. Niestety większość ludzi jest niedojrzała i nie potrafi się komunikować. Dziękuję za Komentarz. Wyniki konkursu podam 8.01.2019.