“Wszyscy jesteśmy dla siebie tylko etapami”

Mariusz Szczygieł, autor tej sentencji, chciał pocieszyć Julię w opuszczeniu. Julia sentencję polubiła i powiesiła sobie nad biurkiem.

Nie mam biurka. Zdanie wyryłem dłutem w sercu, gdy 8.08.2018 Organek “Czarną Madonną” żegnał Korę.

Ludzie odchodzą.

Wiedziałem, jednak za każdym razem byłem zaskoczony i smutny.
Szczygieł wypowiedział tę mądrość myślę nie po to, żeby nie być smutnym, ale po to, żeby nie być zaskoczonym.

Któregoś dnia zapytałem Mariusza – “Dlaczego powiedziałeś tylko? Samo etapami nie byłoby tak bolesne.”
Odpowiedział – “Tylko nie pozostawia złudzeń, ale jeżeli chcesz, pozwalam Ci zmienić na – .”

Niczego nie będę zmieniał – pomyślałem. To w końcu jego myśl, nie moja. Jest kompletna. Natomiast zacząłem się zastanawiać w jaki sposób chciał pocieszyć Julię nie pozostawiając jej złudzeń?

Żeby zrozumieć, potrzebowałem dwóch rzeczy – doświadczenia i czasu.

Pewnego dnia spotkałem Szczęście.

Gdy powiedziałem Szczęściu: “Wszyscy jesteśmy dla siebie tylko etapami”, Szczęście stanowczo zaprotestowało szepcząc mi do ucha – “Nie chcę tak myśleć. Wierzę, że w naszym przypadku będzie inaczej.”
Zaplanowało nawet naszą wspólną przyszłość.
Pomyślałem przez moment, że ze Szczęściem się nie polemizuje. Wie co mówi. Ucieszyłem się ze wspólnie zaplanowanej przyszłości. Czekałem na Szczęście przecież całe życie.
Gdy tylko zacząłem myśleć o przyszłości, a przestałem o teraźniejszości, Szczęście w ułamku sekundy stało się przeszłością.

Już nie jest moje. Odeszło. Było etapem.
Zasiało we mnie siebie, po czym niespodziewanie przytuliło na pożegnanie i zamknęło drzwi za sobą. Stałem w milczeniu bezradnie patrząc jak odchodzi.

Kilka lat temu w swojej niedojrzałości zrezygnowałem z pierwszego Szczęścia, wyrzucając je na śmietnik. Gdy po latach spotkałem drugie, ono zrezygnowało ze mnie. Wyrzuciło mnie na śmietnik.

W rozżaleniu wysłałem Szczygłowi wiadomość : “Nienawidzę Twojego zdania”.
Przez chwilę byłem gotów uwierzyć, że ono jest wszystkiemu winne. Ba, uwierzyłem, że to Szczygieł jest winny, bo gdyby zdania nie wymyślił, na pewno nie straciłbym Szczęścia.

Mariusz w ogóle się nie obraził. Mądrzy ludzie rzadko się obrażają.

Upłynął czas.

Nie było dnia, żebym nie myślał o tej sentencji. Dźwięczy mi w głowie od chwili, gdy usłyszałem ją po raz pierwszy.
Przestałem winić autora, a do jego myśli zacząłem nabierać zaufania. Wcześniej była tylko teorią – bezpieczną. Dotyczyła obcej mi Julii. Teraz zaistniała w praktyce – przeszyła na wskroś. Dotyczy mnie.

Chcąc oswoić ulotność, trzeba się do niej zbliżyć.

Kto niczego cennego nie stracił, niczego cennego nie może zyskać.
Samo zbliżenie do ulotności jednak nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć świadomość, że jest się blisko.

Każda kolejna strata zmniejsza dystans między tym, co się nam wydaje, a tym, co jest naprawdę. A naprawdę jest tylko TERAZ. Nic więcej.

Mówiłem Szczęściu wiele razy – “Moje Szczęście! Jest tylko TERAZ!”
Szczęście, jak to Szczęście, snuło wielkie plany.
W bezgranicznym zaufaniu i kochaniu i ja zacząłem w końcu jakieś snuć. Niepotrzebnie.
Nagle i niespodziewanie wszystkie umarły. Ja umarłem razem z nimi. Wtedy okazało się, że dla siebie także byłem tylko etapem. I ze wszystkich strat, tej żal mi najmniej – siebie dawnego. Niepoukładanego, spragnionego uwagi, zarozumiałego, pełnego kompleksów, egocentrycznego, błądzącego w ciemnościach. Siebie zagubionego.

Sentencję Mariusza zdążyłem uznać za jedną z najbardziej optymistycznych z jakimi się dotychczas zetknąłem. Niespodziewanie spod tej beznadziei, brutalności i nieodwracalności, bo tak przecież początkowo odbierałem jego zdanie o etapach, wyłoniła się ważna prawda i kolejna piękna nauka.

Życie jest tym, co się zdarza między przeszłością, a przyszłością. Nie istnieje nic poza tym.

Kto widzi życie na horyzoncie, gdzieś prawie na wyciągnięcie ręki. Jutro, za tydzień, za rok. Wtedy, kiedy znajdzie swojego księcia albo księżniczkę z bajki. Wtedy, gdy na jego koncie pojawi się odpowiednia ilość zer. Wtedy, gdy kupi sobie nowy samochód, mieszkanie, dotrwa do upragnionej emerytury albo, gdy zrobi karierę – a nie dostrzega życia teraz – nigdy nie będzie żył naprawdę. Zdąży umrzeć, zanim zacznie żyć.

Nic nie jest na pewno i nic nie jest na zawsze.

Uzmysłowienie sobie tych dwóch prawd pozwala wstąpić na drogę uważności, wdzięczności i miłości.
Niestety większość z nas żyje w iluzji nieśmiertelności ciała i pewności istnienia jutra.
Żyjemy tak, jakbyśmy byli niezniszczalni. Kochamy tak, jakbyśmy mieli na to nieskończoną ilość czasu.

Wiele lat temu w kartonowym pudełku z pamiątkami ukryłem auryn, medalion, który nosił na szyi Atreyu z „Niekończącej się opowieści”. Bohater mojego dzieciństwa. Dzięki wyobraźni Bastiana, chłopca, który otworzył niezapisaną książkę i który towarzyszył Atreyu w jego walce z nicością, udało się ocalić świat fantazji.

I ja wiedziałem, że gdy ostatnia osoba na świecie przestanie marzyć, wszystko pęknie jak bańka mydlana. Znikniemy. Bez marzeń nie ma życia. Myśli kreują naszą rzeczywistość.

Po drodze jednak, ludzie marzenia pomylili z pewnością i twardymi planami. Radość z istnienia TERAZ z oczekiwaniami idealnego jutra. Wdzięczność z warunkami i roszczeniami. Wiarę z niewiarą, miłość z niemiłością i zauroczeniami.

Apetyt zaczęliśmy zaspokajać wyobrażeniem tego, czym chcemy się nasycić za jakiś czas.

A za jakiś czas od zawsze przedłuża się w nieskończoność i nigdy nie następuje. Jest jak królik uwiązany na patyku i przyczepiony do grzbietu wygłodzonego lisa. Powstają warunki. Będę szczęśliwy/wa jeżeli…

W końcu umieramy głodni. Gdy któryś z etapów się kończy, ból staje się nie do zniesienia. Nienasyceni, z niczym, puści w środku – umieramy podwójnie. Z tęsknoty za przeszłością i z niespełnienia, bo zabrakło czasu, żeby dogonić zaplanowaną przyszłość.

Jakoś tak się złożyło, że nie lubię Sylwestra. Budzi we mnie przeszywającą wewnętrzną samotność. I tylko dwa razy w Sylwestra nie płakałem. Trzy lata temu, gdy w ciszy, bez fajerwerków słuchałem na plaży w Key West na Florydzie szumu ciepłego oceanu. I osiem dni temu, gdy również w ciszy medytowałem w klasztorze Benedyktynów, w Lubiniu. Cisza była głośna. Słyszałem tak wymowną tylko raz w życiu na szczytach Bieszczad.

Klasztor milczący. Tydzień bez słów. Milczeliśmy jedząc, porozumiewając się ze sobą, myśląc.
I dopiero tam zrozumiałem, czym jest TERAZ. TERAZ jest także etapem. Każde TERAZ kiedyś minie bez możliwości zaistnienia nowego. Wtedy nie będzie już nic. Gdybym wiedział to kilka lat temu, nie wyrzuciłbym żadnego Szczęścia na śmietnik. Szczęścia przecież nie powinno się wyrzucać na śmietnik.

Przy okazji dotarło do mnie, że wszystko jest względne. Nawet przemijanie i jeden rok życia mniej można ładnie opakować w zabawę sylwestrową i cieszyć się do upadłego z kończącego się etapu. Jeżeli można z tego, dlaczego nie można cieszyć się ze wszystkiego?

Wszystko jest po coś.

Gdy szesnaście lat temu w potwornym cierpieniu odchodził mój tata, jako młody chłopak nie rozumiałem dlaczego tak ważny etap się kończy. Ani rodzice, ani dzieci nie powinny umierać młodo. Odpowiedź otrzymałem po czasie. Życie odpowiedziało.

To puste miejsce do zagospodarowania po każdym zakończonym etapie, jest jak niezasiane pole. My siejemy. Proces siania i zbierania plonów nigdy nie ustaje. Wszystko, co istnieje, zostało stworzone. Myślą, słowem, czynem. Wszystko, co będzie, powstaje właśnie TERAZ.

Karma jest jak nauczyciel. Od ucznia zależy czego i jak szybko się nauczy.

I nie chodzi o to, żeby żyć w paraliżującym strachu. Obsesji, która nie pozwalałaby cieszyć się chwilą. Chodzi o coś zupełnie odwrotnego, aby tą chwilą umieć cieszyć się bez myślenia o jutrze. Gdy się nie myśli o jutrze, nie ma przestrzeni dla strachu.

Zdanie Mariusza już zawsze będzie ze mną. Po co? Po to, żebym mógł żyć piękniej, pełniej, bez strachu i bez zaskoczenia. Po to, żebym już nigdy nie spóźnił się z wypowiedzeniem – „Kocham Cię”.

Damian Maliszewski

Jeżeli tekst Ci się spodobał – Udostępnij, podziel się, zostaw komentarz, prześlij komuś, komu być może teraz jest potrzebny. Możesz także wspomóc moją działalność twórczą – pisarsko/muzyczną. Obecnie trwa zbiórka środków na moją debiutancką płytę. Cała płyta będzie o miłości. O tym, o czym publikuje na swoim blogu. W roku 2020 chciałbym wydać książkę, która mam nadzieję pomoże wielu osobom. Oto Link do zbiórki:

https://pomagam.pl/damianmaliszewski

Jeżeli uważasz, że takie teksty są potrzebne, możesz wspierać mnie regularnie na:
Za okazane wsparcie mojej pracy z góry dziękuję.

Zachęcam też do znalezienia mnie na Facebooku, Instagram i YouTube.

https://www.facebook.com/DamianMaliszewski.Official/

https://www.facebook.com/damian.maliszewski.56

https://www.instagram.com/damianmaliszewski/

https://www.youtube.com/user/DamianMaliszewski

https://twitter.com/damianmaliszews

Fot. Hubert Gostomski

Zachęcam też do znalezienia mnie na Facebooku, Instagramie i YouTube.

https://www.facebook.com/DamianMaliszewski.Official/

https://www.facebook.com/damian.maliszewski.56

https://www.instagram.com/damianmaliszewski/

https://www.youtube.com/user/DamianMaliszewski

Dziś polecam Wam książki niezwykłe. Szczególnie „Technika uwalniania” napisana przez wybitnego psychiatrę doktora Davida R. Hawkinsa i „Droga do miłości” również napisana przez lekarza – Deepaka Choprę. Książki zmieniające wszystko. Warte każdych pieniędzy. 

Kolejny tekst na moim blogu 8.02.2019

Polecam także: “Zanim się z kimś zwiążesz…”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 Komentarzy

Krysia · 12 stycznia 2019 o 21:53

Czytam uważnie Twoje wpisy. Tak bardzo odnajduję w nich swoje doświadczenia. Ten również trafił w czułe punkty… I to nawet nie chodzi o bezpośrednią znajomość owego “nienawidzę” dotyczącego słów “etap” i “tylko”, ale świadomość iluzorycznego postrzegania czasu, w jakim żyłam przez wiele lat…. Od dzieciństwa pamiętam ten straszny akcent na przyszłość, z jednoczesnym wypominaniem tego, co było w przeszłości. Nigdy nie umiałam się cieszyć TERAZ, bo zawsze przypominano mi co wcześniej zrobiłam nie tak, albo co powinnam na KIEDYŚ. Po latach widzę, że przeżywanie boleśnie tego co BYŁO, bardzo mnie od siebie uzależniło, skupiając przede wszystkim na wyrzuconym do śmietnika szczęściu, zamykając na radość z TERAZ i wciąż próbując wyobraźnie kierować do przodu, choć tam na razie tylko cień niewiadomej na mnie czeka… Dziś uczę się mozolnie nie myśleć o Szczęściu – tym, które mnie wyrzuciło na śmietnik życia – uczę się wybaczać przy każdej łzie – tej smutnej i tej wściekłej, tej pełnej miłości i tej przypominającej do złudzenia nienawiść. Emocje czasem błądzą i przestają rozróżniać TERAZ od BYŁO (albo może NIE-było, skoro w śmieciach zdążyło się rozłożyć na mniej niż kompost…). Dlatego warto czytać takie teksty, one są jak hamulec bezpieczeństwa, jak policzek wymierzony własnej ślepocie, jak defibrylator przy asystolii…. Dziękuje. Za przypomnienie, że “wszystko jest po coś” a patrzenie wstecz lub w przód odziera z piękna to, co się ma teraz.

Iwona · 10 stycznia 2019 o 17:49

Dziękuje..łzy same mi płynęły czytając ten tekst..pięknie i mądrze napisałeś ..refleksja przychodzi tez do mnie ..jestem wdzieczna za każde słowo i refleksje nad nim!

Kasia · 10 stycznia 2019 o 07:24

Dziękuję

Arthur · 9 stycznia 2019 o 00:02

Nie na raz to trzeba przetorzyć poukładać,

Dobra Duszyczka · 8 stycznia 2019 o 22:20

Z właściwym i dojrzałym Kocham Cię nie sposób się spóźnić. Zawsze przychodzi w dobrym momencie i  zawsze odpowiednio  jest adresowane, dla obu dusz znaczy to samo…tu nie ma błędu i pomyłki i minięcia się. Jedność dwóch istot, w tu i teraz…(jako jedno ciało, jedna myśl, jeden dźwięk, kolor, jeden oddech, jeden płomień, łza)  jest możliwa. Osoby o podobnej wrażliwości, częstotliwości czy wibracji doskonale to rozumieją…chwytają tą chwilę krótszą niż sekundę (choć czas jest tu względny). “Kocham Cię” wartość ma wówczas kiedy  unosi, rozkoszuje, gdy jest wolne,  a później wypuszczona, uwolniona ze wszystkich ram i zasad z miłującą dobrocią może trwać wiecznie i potęgować to uczucie w przestrzeni; uczucie,  które wiemy że napewno istnieje; prawdziwe, szczere dedykowane jednej konkretnej ” istocie”…wystarczy tylko odkryć to “porozumienie”.  Wtedy znikają wszelkie pytania a my jesteśmy spokojniejsi.
On słyszy każde Twoje “Kocham Cię”, jest przy Tobie za każdym razem gdy pomyślisz o nim, zawsze gdy uśmiechniesz się na widok jakiejś jego rzeczy, zapach, smak albo gdy pojawią się pretensje, przygnębienie, smutek wywołane Nim w Tobie…zawsze był…jest bliżej niż kiedykolwiek. Wybacz sobie że nie zdążyłeś kiedyś i pozwól miłującej dobroci “teraz” przenieść to w przestrzeń…tylko tak możecie ponownie w miłości się spotkać. Myślisz,że dlaczego dana została Ci taka wrażliwość, przemawia przez Ciebie każdą komórką, myślą, słowem, dźwiękiem…to ogromna szansa na to spotkanie, to dar…daj się poprowadzić. Tam na tej skale też był z Tobą! Czułeś to…prawda?

Nie zaprzeczaj :)

Ja też kiedyś nie zdążyłam, wiem jak to boli…gdy nie ma już możliwości tak po ludzku to zrobić.

Wierzę jednak, że te wszystkie etapy, zasiane ziarna, zebrane plony  wszystkie Tu i Teraz mają gdzieś swój ciąg dalszy w zależności od tego na jaką wrażliwość sobie pozwolimy i na co się otworzymy, jeden przenika drugi i żaden żyć bez drugiego nie może, nie jest w stanie. Etapy się nie kończą, są ciągłością , zaproszeniem do kolejnego, mimo wszystko piękniejszego, świadomego i wrażliwszego, są kontynuacją Tak samo każde teraz dźwięczy w nas na zawsze. Zgodzę się z P. Szczygłem że są one “tylko” albo “aż” jak kto woli ale to na inne rozważania.

Pewnych miejsc zaorać się nie da, żadne ziarno się nie przyjmie i nie zbierzemy plonu…bez względu na wszystko…to są te miejssca pozostawione przenikliwej krzyczącej ciszy,  w nas, w górach, klasztorze ale jednak zawsze przenikliwej ciszy.

Przeczytałam wszystkie trzy teksty. Jednak ten poruszył mnie najbardziej. Nie sposób na słowa z dna serca wrażliwcowi nie odpowiedzieć. Proszę jednak wybaczyć bezpośredniość.
Piszesz o relacjach, emocjach głęboko zakorzenionych jak również pewnego rodzaju moralności, prawdzie, sumieniu i wielu innych wątkach. Piszesz o tym “zanim kogoś poznasz”,
“zanim kogoś porzucisz”, o “etapach” – “przemijaniu”.
Mało piszesz o samej miłości… tak wiem trzeba czytać między linijkami, co sprytniejsi wyczytają i będą wiedzieć :). Mnie ciekawi też, jak to jest z tą miłością Twoimi słowami, oczami, emocjami bez domysłów  bez czytania między linijkami. Prosto, prawdziwie, szczerze.  Pozdrawiam

    Mariusz · 8 stycznia 2019 o 23:47

    Piękne…

Andrzej · 8 stycznia 2019 o 09:18

Urodziliśmy się po to by umrzeć ,a czas pomiędzy to etap w którym wydarzą się ,i odczujemy wszystkie emocje jakie człowiek może odczuwać .Od wielkiej euforii ,po nieograniczony smutek.
Dorośli powinni przygotowywać dzieci w sposób odpowiedni dla nich ,ze życie jest tylko etapem w którym nic nie jest nam dane na zawsze ,powinni przygotowywać swoje pociechy na to ze ,szczęście potrafi być ulotne , i w tym również dopatrywać się pozytywnych stron . Strata to jest uczucie które nam było dane z premedytacja i które nas nigdy nie opuści i towarzyszyć nam będzie do ostatniego etapu naszego życia i przejdzie y w następny etap .

Ela · 8 stycznia 2019 o 02:04

Pięknie i w poetycki sposób ujmujesz Damianie ulotność szczęścia. Sama w swoim życiu uczę się, aby doceniać to co mam teraz i cieszyć się chwilą obecną i dostrzegać magię tej chwili. Muszę przyznać, że moje życie było i jest piękne dzięki temu, że kontemplowałam chwile. I spotykałam podczas podróży osoby, które uzmysłowiły mi to i wciąż przypominają o tym. Chociaż każdemu z nas może się zdarzyć, że zapomnimy się w gonitwie po nic. Albo czasem zdarzają się sytuacje, że my chcemy, ale obok nas pojawią się tacy, którzy skutecznie chcą zabić piękno tej chwili. I wtedy musimy założyć pancerz cierpliwości i przeczekać z uśmiechem i nie dać się sprowokować. Wtedy choć stracimy jedną chwilę, jednak więcej dla nas jeszcze pozostanie.Wygramy bitwę na plus. Należy nam się walczyć o to, aby skupiać się tu i teraz na magii jaka jest wkoło nas i napawać się tym, w miarę możliwości. Daje to ogromne poczucie wolności. Nawet w pracy :). Do dzieła rodacy ;). Wielkie dzięki Damian.

Tu i TERAZ – "Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia…" · 12 stycznia 2019 o 22:28

[…] TEN również trafił w czułe punkty… I to nawet nie chodzi o bezpośrednią znajomość owego “nienawidzę” dotyczącego słów “etap” i “tylko”, ale świadomość iluzorycznego postrzegania czasu, w jakim żyłam przez wiele lat…. […]