Dziewięć lat temu kolega Damian pokazał mi pewien wiersz. Pierwszy, po którego przeczytaniu ocierałem łzy wzruszenia. Żaden przeczytany wcześniej nie miał takiego ładunku emocjonalnego, jak ten właśnie. 

Dziś 8 marca, Dzień Kobiet. Wszyscy pięknie i mądrze piszą o kobietach. Za kilka minut wybije północ. Ja napiszę o kamieniu. 

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Chcę wejść do twojego wnętrza,
rozejrzeć się dokoła,
nabrać ciebie jak tchu.

– Odejdź – mówi kamień.-
Jestem szczelnie zamknięty.
Nawet rozbite na części
będziemy szczelnie zamknięte.
Nawet starte na piasek
nie wpuścimy nikogo.

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Przychodzę z ciekawości czystej.
Życie jest dla niej jedyną okazją.
Zamierzam przejść się po twoim pałacu,
a potem jeszcze zwiedzić liść i kroplę wody.
Niewiele czasu na to wszystko mam.
Moja śmiertelność powinna cię wzruszyć.

– Jestem z kamienia – mówi kamień –
i z konieczności muszę zachować powagę.
Odejdź stąd.
Nie mam mięsni śmiechu.

Pukam do drzwi kamienia.
To ja, wpuść mnie.
Słyszałam, że są w tobie wielkie puste sale,
nie oglądane, piękne nadaremnie,
głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.
Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.

Wielkie  i puste sale – mówi kamień –
ale w nich miejsca nie ma.
Piękne, być może, ale poza gustem Twoich ubogich zmysłów.
Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
a całym wnętrzem leżę odwrócony.

Pukam do drzwi kamienia.
To ja, wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
nie przedstawię niczego prócz słów,
którym nikt nie da wiary.

Nie wejdziesz – mówi kamień. – Brak ci zmysłu udziału.
Żaden zmysł nie zastąpi ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
Ledwie jego zawiązek, wyobraźnie.

Pukam do drzwi kamienia.
To ja, wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków na wejście pod twój dach.

Jeżeli mi nie wierzysz – mówi kamień – zwróć się do liścia powie to, co ja.
Do kropli wody, powie to, co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech, którym śmiać się nie umiem.

Pukam do drzwi kamienia.
To ja, wpuść mnie.

Nie mam drzwi- mówi kamień.

 

„Rozmowa z kamieniem” – Wisława Szymborska.

Wtedy, w 2010 roku kupiłem jeden z tomików wielkiej poetki i wysłałem do Krakowa z prośbą o dedykację dla mojego imiennika. Tomik odebrał Jej ówczesny sekretarz, doktor Michał Rusinek. Wisława Szymborska tomik zadedykowała. Przy okazji załapałem się na podpis dla mnie. Dwa lata później zmarła. 

Poetki nie ma, „Rozmowa z kamieniem” została. 

Robiłem dziś małe porządki w pamiątkach. Patrzę na zdjęcie z podpisem Pani Wisławy. Stoi na najważniejszej półce. Jest jedną z najcenniejszych pamiątek, jakie posiadam. Jednak nie bardziej cenną, niż wspomnienie tamtego wzruszenia.

I tym razem nie będzie żadnej puenty.

Może niech puentą będzie pytanie: O czym jest ten wiersz?

Spokojnie, to nie konkurs. Nie chodzi o ocenę, a o to, jak kto go widzi i słyszy. Jestem ciekaw. 

Dziękuję za wszystkie komentarze i udostępnienia. Doceniam.

Oto osoby, które otrzymają książki za komentarze pod tekstem „My, fabrycznie wadliwi”. Adriana, Justyna, Monika, Kafia, Celina

Proszę o wysłanie adresów do wysyłki na email: kontakt@damianmaliszewski.pl

Jednocześnie przepraszam pozostałych za poślizg w wysyłce. Wkrótce otrzymacie przesyłki :) 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 Komentarze

Dobra Duszyczka · 10 marca 2019 o 01:16

Wiersz ten ma wiele wymiarów i nie trudno znaleść w nim odniesienie do życia codziennego, duchowości, relacji międzyludzkich, relacji z Bogiem, przyrodą, problemów egzystencjalnych. Czy też odnaleść spotkanie przemijania, kruchości z tym co stałe, niezmienne i wieczne.

Ale dla mnie bez większej filozofi to wiersz o….

Jestem mamą niepełnosprawnego dziecka, mimo, że jego choroba poważnie zagraża życiu  i jest walką o każdy kolejny dzień, mam to cudowne szczęście, dar i możliwość porozumiewania się z nim, poznania myśli, uczuć(przynajmniej częściowo), słyszenia słów, śmiechu a także złości i płaczu.  Ale wielu rodziców,  takich dzieci, takiej możliwości niestety nie ma.
Z największą czułoscią, miłością opiekują się takimi “kamieniami” w oczekiwaniu na wpuszczenie przez drzwi których nie ma, wpuszczniu do świata którego chcą być częścią.

….dla mnie jest to wiersz o samotności i miłości, o tym , że nigdy nie będziemy mogli  poznać wnętrza drugiego człowieka, poznać jego duszy, najgłębszych, ale też najprostszych myśli, uczuć, emocji, potrzeb…to zawsze bedzie dla nas tajemnicą i zagadką… ale też tęsknotą i ciekawością co kryje się za drzwiami.
To wiersz o braku kontaktu, łączności, porozumienia ogromnym niezrozumieniu i cierpieniu obu stron i braku możliwości spotkania się w jakimkolwiek wspólnym punkcie.

Adriana · 9 marca 2019 o 16:48

Zwykly czlowiek kontra współczesny świat (Kamień) … Zamknięty coraz bardziej na ludzi niestety, którzy proszą o różne rzeczy, pomoc, czasem tylko uwage i milosc, a my zabiegami, zamknieci w sobie bez milosci i empatii nie otwieramy drzwi….