Ostatnia arystokratka – List do kasztelana

Damian Maliszewski Ostatnia arystokratka

Szanowny Pan Evžen Boček – kasztelan.
Na zamku w Miloticach zresztą.

Drogi kasztelanie,

Jestem sierotą po nieobecnym już w kulturze polskiej poczuciu humoru rodem z serialu „Alternatywy 4”, filmów „Miś” i „Kogel Mogel”. Pan oczywiście nie wie o czym mówię, nie ma Pan na zamku telewizora. Z kolei radio BBC, którego namiętnie słucha znajoma Panu matka Marii Kostki z Kostki, trzeciej z rodu Kostków, hrabianka poniekąd, jest sztywne, jak dzida waszego Pigmeja. O ile w ogóle można powiedzieć o jakimś radiu, że jest sztywne, ale wie Pan co mam na myśli.

Pogrążony w żałobie, żyłem wspomnieniami o Balcerkowej, Kasi, Piotrusiu i Pani Wolańskiej, żonie docenta Wolańskiego. Nie znacie się.

Nagle (zupełnie nie wiem jak to się stało) w moje ręce wpadł pamiętnik ostatniej arystokratki. Ten otworzyłem dwa lata temu podczas podróży do Hiszpanii. Niestety musiałem zamknąć.

W trakcie czytania zadławiłem się kanapką z pastą jajeczną, serwowaną w samolocie linii Ryanair, na którą wydałem aż 5€!
W obawie przed kolejnymi zadławieniami, ewentualnym zgonem i awaryjnym lądowaniem z trupem na pokładzie, nadgryzioną bułką zatkałem usta rozwydrzonemu i wrzeszczącemu bachorowi, który bezwstydnie chodził po mojej głowie, skacząc z jednego fotela na drugi. Sposób uciszenia szczeniaka z ADHD (i być może wścieklizną) okazał się nietrafiony. Splunął na mnie ugryzionym kęsem z niewyobrażalną siłą i uszkodził prawe oko. Moje oko.
Dalsze czytanie w tej sytuacji było niemożliwe.

Wreszcie nastąpiła długo wyczekiwana chwila.
Po kilku dniach, zniecierpliwiony, z pustym żołądkiem i bez niczego niebezpiecznego w jamie ustnej, z dala od nieokiełznanych dzieci, otworzyłem pamiętnik.

Leżąc nago na plaży naturystów odkrywałem perypetie rodziny Kostków z Kostki.
Niestety znowu pojawił się problem. Świdrujące oczy kilkudziesięciu hiszpańskich golasów wywierciły we mnie dziurę, na wylot. Wszystko przez atak kolki nerkowej, którego dostałem już przy trzeciej stronie pamiętnika. Ta książka jest jakaś pechowa.

Spoglądali na mnie prawie tak samo, jak muflony na Deniskę, gdy ta zafarbowała sobie włosy na bliżej nieokreślony kolor i niczym na haju powtarzała „psycho” i „spoko”.
Także zacząłem mówić „spoko”, ale czułem, że sytuacja robi się coraz bardziej „psycho”.

Jakby tego było mało, w i tak krępujących dla mnie okolicznościach przyrody, w najmniej oczekiwanym momencie poczułem, że coś dziwnego dzieje się z moim ciałem. Konkretnie z dolną jego partią. Plaża nudystów, poranek. Co ja sobie myślałem? Tylko idiota mógł tego nie przewidzieć. Pewne członki przestały współpracować z moim mózgiem i nieczułe pozostały na wydawane polecenia „nie teraz!”. Wstyd na całą plażę. Sytuację o dziwo uratował kto? Ostatnia arystokratka, Maria Kostka z Kostki.
Proszę nie pytać na czym ją położyłem.

Na raty, w potwornym ukropie (temperatura przekraczała 40 stopni Celcjusza) jakoś przebrnąłem przez zawiłe losy rodziny wariatów, solidaryzując się z niełatwym życiem Marii, trzeciej w rodzie, jeszcze żywej.

Po roku, wizytując księgarnię Pana Janka (nie znacie się) ten wcisnął mi do ręki nowy pamiętnik arystokratki. „Arystokratka w ukropie”.

Proszę Pana, arystokratka w ukropie była ze mną, w Hiszpanii, w 40 stopniach Celcjusza, jeszcze zanim na zamku w Kostce zrobiło się gorąco i mam na to dowody.
Jaki z tego wniosek? Zajumała mi tytuł.

No, ale trudno. Znowu przyleciałem do Hiszpanii. Tym razem oprócz drugiej części pamiętnika, na plażę nudystów zabrałem duży parawan z wyhaftowanymi trupimi czaszkami i zdjęcie transwestyty przebranego za Helenkę Vondrackovą. Tak na wszelki wypadek, gdyby trzeba było gasić jakiś pożar. Wie Pan co mam na myśli. Takie zdjęcie działa niezwykle aseksualnie. Gasi wszystko.Vondrackova 1

Gdy się po kilku tygodniach okazało, że na fotografii ktoś uwiecznił prawdziwą Helenkę Vondrackovą, zrobiło mi się niezwykle głupio. Wyrzuty sumienia targają mną do dziś. Tym bardziej, że dwa razy zmuszony byłem ze zdjęcia skorzystać, gdyż znowu pojawiła się nieplanowana  erekcja. Przy tej okazji chciałbym za Pana pośrednictwem wyrazić słowa skruchy, które mam nadzieję przekaże Pan Helence. W gruncie rzeczy uważam, że wyglądała wystrzałowo i ponętnie i jak mówi Deniska „spoko!”

Obolały (okolice brzucha, nerek i szczęki) Zapłakany, jakoś przebrnąłem.
Moja więź z Marią, Panem Spockiem i Carycą (kotem) została umocniona.

Po powrocie do Polski spotkałem się z Panem. Pamięta Pan? Ja bardzo dobrze pamiętam.
Przebąkiwał Pan coś o tym, że Maria wciąż pisze, a na zamku dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy.

W tym roku znowu wybrałem się do księgarni Pana Janka, ten wiedząc o moim związku platonicznym z Marią, wcisnął mi do ręki trzecią część jej pamiętnika „Arystokratka na koniu”. „Arystokratka na koniu”? Na koniu? Czy ona nie może chociaż raz wykazać się dyskrecją i ugryźć się w ten swój arystokratyczny język?

Wyczuwam grubymi nićmi szytą intrygę. Ukrop jakoś jej podarowałem, ale konia nie mam zamiaru. Swój honor przecież mam.
Po pierwsze, wtedy na plaży naturystów, gdy ją kładłem na tym, na czym kładłem, a co bezczelnie wykorzystała w tytule, sytuacja była nieplanowana, a, że pod ręką miałem akurat arystokratkę, posłużyła jako bielizna.

Po drugie, jestem w Hiszpanii, przeczytałem to, co napisała w trzeciej części. Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tej dziewczynie właściwie chodzi? Zaczynam podejrzewać, że to intrygantka. Wymyśliła prowokacyjny tytuł (od razu domyśliłem do czego nawiązuje)

To wszystko nie tak było. „Arystokratka na koniu”, a konia tam tyle co kot napłakał. Człowiek czyta i nie wie o co chodzi.
W dupie mam te jej pamiętniki. Ostatni raz ją tutaj ze sobą zabrałem.

W ogóle uważam, że w tej sytuacji powinienem zostać przez Pana jako kasztelana zaproszony na zamek, w ramach przeprosin oprowadzony po nim jako muflon VIP i przedstawiony rodzinie Kostków z Kostki.
Nie wymagam atrakcji w komnatach w postaci przebranych za Helenę Vondrackovą i Himmlera transwestytów, wystarczy wizyta w katakumbach.

Maria sprzedała w Polsce dzięki mnie, co najmniej kilkadziesiąt egzemplarzy swojego pamiętnika. Mam na to kwity. Poza tym mimo żalu, który do niej żywię, za to, że wykorzystuje w tytułach sytuacje, których doświadcza ze mną w Hiszpanii, no jednak utożsamiam się z nią trochę. Szczególnie wtedy, gdy myślę, że w życiu otaczają mnie głównie wariaci.

Blisko mi również do Pana Spocka, umierającego hipochondryka, który komponuje piosenki pogrzebowe. Ja także komponuję pogrzebowe i nawet kilka już razy stałem na grobem. Może kieliszek orzechówki z panem Spockiem udałoby mi się wypić, omówilibyśmy nasze dolegliwości (oby tylko wcześniej nie faszerował się prozakiem, bo nie będzie z niego żadnego pożytku).

O Carycy nic nie napiszę, bo mimo wielkiej miłości do zwierząt, jak sobie przypomnę, że się zesrała w tej torbie w samolocie, to mnie do dzisiaj zatyka.

Z wyrazami szacunku.

Damian Maliszewski, zakochany w arystokratce, niestety chyba bez wzajemności.

Ps. Gdzie przysłać rachunek za maść na poparzenia słoneczne?

 

*Zajumać – podpierdolić.

*Maria Kostka – ostatnia arystokratka z rodu Kostków, III z Marii i jedyna żywa.

*Pigmej – wypchany Pigmej na zamku w Kostce. Ma dzidę.

*Deniska – bez komentarza.

*Pan Spock – ogrodnik zamkowy. Hipochondryk i kompozytor. Łysieje.

*Caryca-kot. Sra w samolotach.

*Muflony – turyści zwiedzający zamek w Kostce.

*Orzechówka – nieźle ryje banie

*Prozak – jeszcze bardziej ryje banię.

Fot. Helena Vondrackova (prawdziwa) screen z youtube. vondrackova.cz

Damian Maliszewski Evzen Bocek

 

1 thought on “Ostatnia arystokratka – List do kasztelana”

  1. Genialne , juz nie moge doczekac sie tego co szykujesz Damianie. Brawo, milo sie czyta kwiczac i ocierając łzy .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.