Autor: Damian Maliszewski

Kilka dni temu mój śpiewający kolega, którego znacie, ale z szacunku dla jego prywatności nie będę zdradzał który – stracił najbliższą i najważniejszą osobę jaką miał w życiu – MAMĘ.

Damian Maliszewski
Poniekąd moja rodzina związana jest z jego rodziną, tym większy czuję żal.

Stracił ją mniej więcej w wieku w którym byłem, kiedy odszedł mój tata. Dwudziestoparolatek nie jest przygotowany na pożegnanie rodziców. Cały świat się wali. Wszystkie fundamenty topią się jak szkło rozgrzane do czerwoności. Pod nogami robi się grząsko i nieznośnie paląco. W głowie zapadają ciemności.

Moje fundamenty wtedy nie rozjechały się min. dzięki wsparciu MAMY. Nie rozjechały się też dzięki niezwykłemu doświadczeniu. Ono z perspektywy tych 12 lat, które upłynęły o ironio wydaje mi się najsolidniejszym fundamentem na którym obecnie opieram swoje życie. To doświadczenie to spotkanie i „rozmowa” z tatą w najtrudniejszym dla mnie momencie, pół roku po jego śmierci.
Historia jest niezwykła i bardzo osobista. Gdybym chciał udowadniać niedowiarkom jej prawdziwość powiedziałbym, że nie tylko ja go wtedy widziałem i nie minąłbym się ani na moment z prawdą, ale na szczęście jestem w takiej sytuacji życiowej, że nic nikomu nie muszę udowadniać.

Słowo „rozmowa” włożyłem w cudzysłów, bo „tam” nie rozmawia się w ziemski sposób.

Tego doświadczyłem, to widziałem na własne oczy i o tym mogę dzisiaj powiedzieć publicznie ryzykując oczywiście bezlitosną ocenę treści.

Piszę nie bez kozery, ale do tego wrócę za moment.
To wydarzenie w „magiczny” sposób uratowało mi życie i odmieniło całkowicie moją wizję postrzegania wszechświata.

Ten dosyć solidny fundament, który od tamtej chwili mam mimo tego, że spora jego cześć została stopiona 18.12.2002 to absolutna wiara, przekonanie, że istnieje drugi świat. Tak naprawdę myślę, że istnieje ich kilka. Ten do którego powinniśmy dążyć jako ludzie żyjąc jeszcze tutaj na ziemi to miejsce w którym nie ma przestrzeni, ani czasu. Panuje w nim nieograniczona niczym miłość i absolutny pokój.

Nie prowadzą do niego religie, kariery, pieniądze, ani sukcesy. Żadne wyznanie też nie ma przepustki i nie istnieje taki ksiądz, pastor, czy zakonnik, który byłby w stanie przeprowadzić kogokolwiek na drugą stronę. To „przejście” jest w nas samych. W odnalezieniu „drzwi” może bezwzględnie pomóc miłość, medytacja, natura, muzyka, ludzie, literatura, poezja, także wspólnoty, religie, czy modlitwa, a modlitwą może przecież być słuchanie muzyki. Można by wymienić pewnie jeszcze kilka innych „łączy”. Źródło natomiast jest w nas.

Drzwi do tego źródła otworzyły mi się kilka razy. min wtedy gdy komponowałem „Jest Twoja”. Otworzyły mi się, kiedy śpiewałem „Alleluję” dla mojej siostry na jej ślubie, ale i wtedy kiedy pierwszy raz usłyszałem np. utwór Hillsong – „I Surrender”, który zamieszczam niżej.

Puenta jest taka, że choć bardzo mi smutno z powodu odejścia mamy kolegi, kolejnego kolegi w ostatnim czasie, który stracił mamę, a zawsze dotykają mnie takie informacje, chcę powiedzieć, że żyję w absolutnym przekonaniu i względnym spokoju, bo nie boję się, ani o siebie, ani o moich bliskich, ani o ludzi, którzy „szukają”. W tym sensie, że życie, ani nie zaczęło się na ziemi, ani na niej się nie kończy. Boję się o to co tu i teraz jak każdy z nas, ale nie mam obaw o to co później, po życiu.

Wierzę też, że ma przypadków. Myślę, że wszystko jest jakoś tam poukładane i toczy się tak jak ma się toczyć.
Czy w życiu wszystkich ludzi? Nie mam zielonego pojęcia. Jestem przekonany, że w moim tak.
Uważam, że każdego dnia otrzymujemy znaki, ale umiejętność ich dostrzegania i interpretowania to żmudna praca i szereg wycieczek wgłąb siebie.

Strasznie nam ograniczono percepcję poprzez wymysły, zakazy, nakazy, szereg bajek i nieustanne strasznie. Wszystko, aby posiąść władzę nad człowiekiem i zarabiać na nim miliony. Wypadłem z tego systemu już dawno i przestałem uczestniczyć w ułudzie. Kieruję się własną intuicją, głosem serca i moim kręgosłupem moralnym, który polega na prostej zasadzie „Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe”.

Nie mam recepty na szczęście, bo i mnie dopadają stany depresyjne, bezradność i złość. Czuję, że jestem tak samo bezbronny wobec trudnych wydarzeń, które zaplanował los, jak bezbronny jest każdy normalny, czujący, wrażliwy człowiek, ale świadomość, że życie jest wycieczką, a wszyscy dla siebie tutaj „Jesteśmy etapami” cytując publicystę Mariusza Szczygła, łatwiej mi, bo moja podróż ma cel i prowadzi do miejsca niesamowitego.

Może dlatego, gdy zobaczyłem pierwszy raz motyla na okładce książki pt.”Dowód” dr Ebebna Alexandra, amerykańskiego neurochirurga, który przeżył śmierć kliniczną, poczułem, że powinienem ją mieć przy sobie, jak najszybciej. Treść była jak światło bez którego można sobie nabić sporo guzów błądząc w ciemnościach. Ewidentna ulga i poczucie, że to jeden z tych pasujących „kluczy”, „łączy” które wiele otwierają.
Dopóki nie przeczytałem historii Ebena i sposobu w jaki on porozumiewał się po tamtej stronie czułem się bardzo osamotniony w swoim doświadczeniu. Ta książka na pewno bardzo pomogła mi zrozumieć to co mnie spotkało.

Swoją historię może kiedyś bardziej szczegółowo opowiem, bo jest co opowiadać.

Chciałbym, aby taki motyl pojawił się w dłoniach każdego kto zmaga się ze stratą bliskiej osoby, czy zwierzęcia, bo miłość nie ma ani płci, ani gatunku.

Cały ten tekst pisałem słuchając „I Surrender”. Zobaczcie i posłuchajcie sami.

Niebo istnieje.

Damian

<br>

Photo by
MARIE JEANNE Iliescu SXC


13 Komentarzy

  • Janusz

    Bardzo mądry tekst Damianie. 6 lat temu pożegnałem Mamę, wiec tym bardziej ten tekst mi pasował. Muszę koniecznie przeczytać książkę, o której piszesz. A że chęcią też przeczytał bym Twoją opowieść, a najlepiej posłuchał. Pozdrawiam.

  • Z chęcią przeczytam opowieść z tym tematem, panie Damianie. W prawdzie, ja nikogo nie straciłam, jednakże sama chętnie piszę takie teksty, więc w trafił pan w mój gust ;)

    Pozdrawiam gorąco, Sombrele

  • Eli

    27 kwietnia miną 4 lata a ja wciąż czekam, kiedy będę mogła przywołać w pamięci na dłużej jego twarz bez tego bólu wewnątrz, choć jest już inaczej od kiedy się ze mną pożegnał…prawie rok po śmierci. Teraz mogę oddychać mówiąc ” mój tato”, mogę komuś o nim opowiedzieć bez łez i jestem pewna ,że się spotkamy. Nie mam już obaw, lęku przed życiem i śmiercią . Wiem, że on tam jest, bo to było takie realne: dotyk , jego głos, cała nasza rozmowa. Od tamtej pory nie czuję już jego obecności, ale pewniej idę przed siebie. Jest mi łatwiej gdy wiem ,że śmierć to nie strata ostateczna. Na życie patrzę już jak na dłuższą podróż z oczekiwaniem.
    Nie nazywam tego doświadczenia Bogiem, niebem , nie obuwam w kanony wiary, nie szukam odpowiedzi, mam po prostu pewność, że jest ciąg dalszy ….to był mój motyl.

  • Kamila

    Brakuje mi słów aby napisać coś sensownego, jednakże zaciekawiła mnie książka o której Pan pisze (”Dowód” dr Ebebna Alexandra) i z pewnością po nią sięgnę. Przyszła mi do głowy inna wspaniała książka, którą miałam okazję przeczytać: „Niebo istnieje… Naprawdę!” autorstwa: Todd Burpo, Lynn Vincent, a którą chciałabym polecić. Ot tak :)
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów i spełnienia kolejnych marzeń :)

  • Cudny kawałek. Mój Tato odszedł 3 miesiące przed moim ślubem, we śnie przyszedł z życzeniami….kiedy uściskał mnie poczułam niesamowite szczęście jakiego nie zaznałam tu na ziemi nawet przez minutę. To było Niebo!!!

  • Monika

    Drogi Damianie, chętnie przeczytałabym o Twoich doświadczeniach. Twoja postawa jest budująca. Jesteś niezwykłym i wartościowym człowiekiem. Znam i uwielbiam tą piosenkę, którą dodałeś :). Pozdrawiam, Monika

  • Polecam przeczytać książkę „Pozdrowienia z Niebios” Jest tam wiele opisanych świadectw „odwiedziń” bliskich. Kilka lat temu, jako młoda dziewczyna straciłam całą swoją rodzinę i doświadczyłam wielu..bardzo wielu namacalnych wręcz świadectw Ich obecnośći. Motyl pojawiał się wielokrotnie… Opiszę jeden z przypadków:Późną, zimną jesienią motyl pojawił sie znikąd i usiadł mi jak gdyby nigdy nic na ręce i nie odleciał dopóki nie dotarłam do mieszkania..ba! Weszłam z nim do środka, po czym wyszłam spowrotem na zewnątrz i jak głupia, zaczełam mówić do niego, prosząc by już odleciał. Reakcja przechodniów, na widok dziewczyny spacerującym w zimny i ponury dzień z motlem na dłoni bezcenna:) Na podstawie historii mojego ,życia i moich doświadczeń można by nakręcić film wart Oskara:) Tak więc, pamietajcie, że Nasi bliscy są ZAWSZE z nami !! Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

  • Polecam przeczytać książkę „Pozdrowienia z Niebios” Jest tam wiele opisanych świadectw „odwiedziń” bliskich. Kilka lat temu, jako młoda dziewczyna straciłam całą swoją rodzinę i doświadczyłam wielu..bardzo wielu namacalnych wręcz świadectw Ich obecnośći. Motyl pojawiał się wielokrotnie… Opiszę jeden z przypadków:Późną, zimną jesienią motyl pojawił sie znikąd i usiadł mi jak gdyby nigdy nic na ręce i nie odleciał dopóki nie dotarłam do mieszkania..ba! Weszłam z nim do środka, po czym wyszłam spowrotem na zewnątrz i jak głupia, zaczełam mówić do niego, prosząc by już odleciał. Reakcja przechodniów, na widok dziewczyny spacerującym w zimny i ponury dzień z motlem na dłoni bezcenna:) Na podstawie historii mojego ,życia i moich doświadczeń można by nakręcić film wart Oskara:) Tak więc, pamietajcie, że Nasi bliscy są ZAWSZE z nami !! Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

  • Anna

    Panie Damianie jestem niezmiernie poruszona………dopiero wczoraj zetknelam sie z pana spiewaniem z tym pieknym wykonaniem na slubie siostry…..po prostu az ciarki przechodza czlowieka …jest pan wierzę wspaniałym czlowiekiem to widac i slychac i jakze mądrze pisze tak mlody czlowiek …bardzo wrazliwy…bardzo jestem pewna. tacy ludzie ( a jest ich zbyt malo) nie przechodza niezauwazeni…….Tak ja jestem jak potluczona od dwoch miesiecy …moze tylko a dla mnie az bo stracilam ukochana psinke 12 letnia suczke, niestety musialam pozegnac …..niestety widac tez jestem nadwrazliwa. Wspominam o tym bo jak Pan napisal ,ze czlowiek moze tez cierpiec po stracie zwierzecia, bardzo mnie to ujelo, bo niewiele osob tak uwaza. Zaluje, ze tak malo slychac o takim pieknym glosie…..taki talent , piekny glos, wszystko super . pana blog jest madrym pisaniem i az wierzyc sie nie chce , ze to taki mlody czlowiek pisze. Zyczę powodzenia kazdego dnia i prosze wiecej tworzyc i spiewac tu w Polsce …pozdrawiam Anna.

    • Dziękuję Pani Aniu za tak ciepłe wpisy. Niestety blog przez jakiś czas nie działał poprawnie, więc ani nie mogłem pisać, ani odczytywać komentarzy. Wszystko już naprawione. Bardzo dobrze Panią rozumiem. Strata psiny potrafi boleć tak samo jak strata bliskiej osoby. Niestety zwierzęta, które mamy w domach za krótko żyją…

  • Anna

    PANIE DAMIANIE JUZ SIE TAK NAPLAKALAM SLUCHAJAC PANA WYKONAN…., ZE AZ CZUJE SIE OCZYSZCZONA ……..TAKIE PIEKNE I WZRUSZJACE…WSZYSTKO W PANA WYKONANIU….LZY , LZY ..ALE TAKIE OCZYSZCZAJACE , TAK TO ODBIERAM…POZDROWIENIA I SUKCESOW , JEST PAN CUDOWNY I NIEZIEMSKI TALENT !!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *