Dworzec kolejowy Warszawa Wschodnia.
Wsiadam do pociągu relacji Warszawa – Praga. Wagon 349, miejsce 102 przy oknie.

Na przeciw mnie dojrzała pani. Inteligentne, zmysłowe rysy twarzy i dobrze dobrane oprawki okularowe w kolorze cielisto-kremowym.
Mam wrażenie, że panią skądś znam. Aktorka, albo pisarka. Ja wpatrzony w telefon, ona w książkę – „Alkohol i muzy” – Sławomir Koper.
Do pani przysiada się pan ze skórzaną torbą. Do mnie 26-latek z piwem w ręku. Dosyć mocno podpity. Na pierwszy rzut oka dres spod ciemnej bramy. W głowie mi dźwięczy dobrze znana myśl – zaraz będą kłopoty.

Podpity szuka kontaktu.

– Ja Cię ziomuś skądś znam. Bez urazy, ale Ty coś z muzyką ten teges?
– No tak.
– Kurwa, no to musisz mi o tym opowiedzieć, bo nigdy nikogo, kogo skądś znam, nie spotkałem.

Delikatnie dałem do zrozumienia, że chwilowo zajęty jestem pisaniem. Uszanował i grzecznie przeprosił.
Otwiera piwo. Pije.
Pani spogląda z uśmiechem spod okularów na pijanego pijącego „Harnasia”. Nic nie mówi.
Ten od skórzanej torby zaczyna głośno i irytująco rozmawiać przez telefon na temat jakichś poważnych interesów. Biznesmen.

Przyglądam się wszystkim.
Nie lubię pijących w miejscach publicznych, ani głośno rozmawiających przez telefon.
Pijany wychodzi do toalety. Wykorzystałem moment.

– Chyba będą kłopoty – mówię. Mam pecha do pijaków w pociągach.
– Ale dlaczego? Niech pije, miły jest.

Odparła uśmiechając się życzliwie.
Zerknąłem dyskretnie jeszcze raz na tytuł książki, którą czyta. „Alkohol i muzy”. Hmm.

– Czy ja panią skądś znam? Aktorka? Pisarka?
– No właśnie, ja pana też skądś? Pan jest muzykiem?

Przedstawiliśmy się sobie.
Wraca pijany z toalety. Zagaduje tę w okularach, że chyba skądś ją zna i, że to niemożliwe, żeby dwie osoby, które skądś zna, w jednym czasie siedziały obok niego.
Odłożyła książkę, ja schowałem komputer. Nic z naszych planowanych zajęć nie będzie. W powietrzu zaczęła unosić się perwersyjna potrzeba kontynuacji rozmowy i ciekawość tego, co wydarzy się za chwilę?

Pijany nadal szuka kontaktu. Pani pyta pijanego, czym ten się zajmuje?

-Jestem kucharzem, ale pracuje fizycznie przy budowie dróg, łopatą.

Do rozmowy włącza się ten od skórzanej torby:

– To zabawne, bo ja też w tej samej branży. Poniekąd obaj tworzymy jedno dzieło.

Na to pani w okularach, że ona także.

– Mam fabrykę. Produkujemy surowce potrzebne do położenia asfaltu.

26-latek nieskrępowany i z naturalną, ale jednak poalkoholową szczerością wciąż szuka kontaktu. Już cielesnego. Zaczyna mnie przytulać.

– Ziomuś, Ty się tak nie stresuj.
– Spoko, nie stresuję się.
– Mógłbym być Twoim synem. Piękna jesteś.

Rzekł nieoczekiwanie do permanentnie uśmiechniętej blondynki w okularach.

Ten z torbą:

– To akurat nie był komplement.
– Wiem, ale lubię starsze od siebie kobiety.
Odpowiada pijany.

Ona wciąż uśmiechnięta i coraz bardziej pochłonięta historią pijanego.

Pijany podszedł do innej pasażerki i poprosił o kartkę i długopis. Ta miała tylko różowe druki do przelewów bankowych. Wziął.
Poprosił tę w okularach o autograf. Podpisała. Chyba z dziesięć razy w czasie całej drogi podawał jej dłoń.
Na dłoni się kończyło, bo dzielił ich stolik. Była bezpieczna.
Wszyscy wyczuwali komediowość całej sytuacji. Mnie już bolała szczęka ze śmiechu.
Jednocześnie wisiało w powietrzu przeczucie, że wspomnienie po tej podróży w każdym z nas zostanie na długo.

Po chwili pijany znowu wychodzi do toalety. Drugie piwo, wiadomo, siku.
Ten od torby mówi, że pracował kiedyś z takimi jak ten pijany. Trudna sprawa, ale, że ten jest jakiś inny, bo inteligentny i szkoda go trochę. Wtóruje mu ta w okularach, że faktycznie mądry chłopak.
Pijany wrócił. Zaczyna opowiadać jakie książki w życiu przeczytał. Tolkiena, Lema i sporo innych. Rzeczywiście przeczytał.
Ciuchy przesiąknięte papierochami, dawno nie prane. Stare dresowe spodnie z dziurą na lewej nodze. Z wyglądu chłopak spod bramy jakich się widuje w blokowiskach, tylko wiedza za duża jak na chłopaka spod bramy.

Otworzył trzecie piwo. Opowiada, że ma ciężkie życie i, że nie ma przyjaciół.
Ja opowiedziałem całej trójce o moim syndromie ofiary. O tym, że ciągle trafiam w pociągach na pijaków, którzy mnie zaczepiają, atakują, a czasem biją i, że noszę gaz łzawiący przy sobie, ale, że dziś jest inaczej i pierwszy raz nie przeszkadza mi, że ktoś sobie pije obok mnie w pociągu.

Znowu mnie przytulił. Ta w okularach się śmieje.
Co jakiś czas patrzyliśmy sobie w oczy z panią od oprawek. Jakoś porozumiewawczo. Wytłumaczyła całkiem sensownie dlaczego mnie zaczepiają i biją. Ten od torby przytaknął.
Pojawiła się we mnie ogromna potrzeba przedłużenia tej chwili i zawarcia znajomości z panią. Czasem jest tak, że ktoś ma w sobie światło. Ona ma – miłość.
Desperacko chcąc zatrzymać to światło przy sobie, zachować kontakt, zaproponowałem, że może ma ochotę usłyszeć mój nowy utwór?

Lekko się speszyła.

– Chyba to nie najlepsze warunki do słuchania.

Ja się speszyłem. Rzeczywiście żenująca oferta.

Pijany i ten od torby skórzanej wysiadają w Katowicach. Bardzo serdeczne pożegnanie.
Ta w okularach rzuca propozycję, że może byśmy się jeszcze kiedyś umówili w pociągu na taką podróż?
Pijany w ostatniej chwili rzuca się na nią i mówi, że musi ją pocałować. Ta, że lepiej nie.
Nie odpuścił. Przytulił i bez manier, ale z prawdziwą szczerością pocałował ją w policzek.
Ona z uśmiechem wypala, że dobrze, że nie wgryzł się w jej szyję.

Stacja Katowice. Wyszli.

Pijany już na zewnątrz podszedł do szyby. Uformował dłońmi dla mnie i pani w okularach serce.

Zostaliśmy sami. Po sekundzie zadała pytanie:

– Skoro masz takiego pecha i tak Cię zaczepiają, czy masz szczęście w miłości? Dziś Walentynki.

Zaskoczyła mnie. Zacząłem się miotać. Odpowiadam, że nikt nigdy tego pytania mi nie zadał i to trudne pytanie. Po zastanowieniu odparłem:

– Tak, mam. Przeżyłem miłość, a to wielkie szczęście móc przeżyć miłość, nawet tragiczną.

Wstała. Pociąg zbliżał się już do Mikołowa. Ubrała płaszcz. Ja również wstałem. Miałem ochotę ją tak po ludzku przytulić, ona mnie chyba też. Przez ułamek sekundy staliśmy niepewni tego jak się pożegnać. Finalnie podaliśmy sobie tylko dłonie. W końcu my nic nie piliśmy, więc elementu nieskrępowania alkoholowego nie było. Wyszła z pociągu. Obejrzała się jeszcze, pomachała ręką przez szybę i zniknęła za budynkiem dworca.
Zdążyłem dać jej w pociągu swój singiel mając nadzieję, że jeszcze kiedyś ją spotkam.

Pijany ma na imię Mateusz i jest z Sosnowca. Ma trójkę dzieci, które kocha. Zupełnie w siebie nie wierzy, ale ma dobre serce. Dodaliśmy mu otuchy.

Pan z torbą skórzaną jest projektantem polskich dróg i autostrad, ale jego hobby to praca z trudną młodzieżą. Wyjeżdża z dzieciakami na obozy i bardzo ceni harcerstwo. Wie jak dotrzeć do skomplikowanego świata zagubionych małolatów.

Pani w okularach to Agnieszka Krukówna, aktorka. Cudowna „Janka”, której zaczarowany pierścień przenosił do magicznego świata fantazji prawie trzydzieści lat temu nie tylko mnie.
Napisała Mateuszowi na druku do przelewu bankowego, że jest inspirującym człowiekiem.

Ja to ja. Poszukuję światła.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 Komentarzy

Monika · 30 kwietnia 2018 o 12:47

…i co tu napisać i jak skoro serce się rozświetla w nieograniczeniu
od wulkanu dobra jaki rozdajesz z taka lekkością!

Gratulacje dla Rodziców i gratulacje Tobie za Ciebie…
za uważność, piękno, autentyczność.

Bóg się śmieje z nas dziewczyn, że tak reagujemy, ale nic to…
upijajcie się i napełniajcie się dziewczyny skoro daje doświadczyć smaku Anioła.

całuję Twoje serce,
powodzenia w świetle:)

Treacy · 23 września 2017 o 16:54

Odkryłam Cię przypadkiem jakiś czas temu . Filmik na YOU TUBE ,,Brat zrobił niespodziankę siostrze”. Piękny młody mężczyzna z niesamowitym głosem -pomyślałam. Miałam niedosyt informacji o Tobie? Tak, zdecydowanie niedosyt. Poszperałam, znalazłam więcej. Słucham Twojej muzyki, utworów i wkleiłam twoje zdjęcie na pulpit swego komputera w pracy.
Nie wiem ile masz lat , mniej więcej mogę określić, ale nie o wiek chodzi, tylko o Twe wnętrze. Takiego mężczyznę: wrażliwego, pięknego, uduchowionego, szczerego, ambitnego spotyka się rzadko, a jeśli już to przypadkiem. Nie zakochałam się w Tobie, bo nie mogę . Mam męża, którego bardzo kocham . Damian- na pewno życzę Ci abyś wydał album, potem kolejny . Masz mądry, wartościowy przekaz do ludzi, nie zmieniaj Swego wnętrza. Bądź Takim jaki Jesteś zawsze i wszędzie. Zanim skończę pisać posłucham raz jeszcze tego utworu, w którym puszczasz oczko – a co tam… wyobrażam sobie że do mnie :-). Kocham Twój głos , uwielbiam te ciarki, które przechodzą przez ciało kiedy śpiewasz…..-wiesz?

    Damian Maliszewski · 27 października 2017 o 18:16

    Cześć Treacy :) Dzięki za wszystkie słowa :) Ściskam mocno i mam nadzieję do zobaczenia na jakimś koncercie. Pozdrowienia dla męża ;)

Ewa · 16 czerwca 2017 o 07:41

aż się czeka na ciąg dalszy tej opowieści ….. Przez przypadek weszłam na Twój śpiew na youtube, gdzie śpiewasz dla siostry i Twój głos i szczerość śpiewania sprawiła, że weszłam na jeszcze kilka innych Twoich utworów, aż trafiłam na Twoją stronę. Masz przepiękny dar dany od Boga … pozdrawiam