Pomyślałem, że skoro żyję i mamy dziś drugi dzień po niedoszłym końcu świata to uznam ten fakt za całkiem dobry pretekst do napisania kilku słów.
Świat niestety się nie skończył. Widać ktoś kto tym wszystkim rządzi jeszcze cierpliwości nie stracił, co w moim odczuciu jest o wiele mniej zrozumiałe niż histeria ludzi związana z przepowiedzianą apokalipsą.

Nie pisałem nie dlatego, że nic się nie działo, bo działo się aż zanadto i nie dlatego, że brakowało mi czasu, bo wiadomo, że ten jeśli się chce można znaleźć np. w podróży. Nie bardzo wiedziałem jak pisać i, czy pisać, bo musiałbym szczerze, a wiadomo, że ta forma wypowiedzi nie jest ostatnimi czasy w Polsce ulubioną, bezpieczną, a na pewno nie, kiedy wypowiadają się osoby, które powinny tylko śpiewać, grać, komponować, a w innych kwestiach trzymać gębę na kłódkę.
Odciąłem się trochę od przestrzeni wirtualnej, zlikwidowałem prywatne konto na facebooku i innych portalach społecznościowych oddając się pracy twórczej, życiu rodzinnemu i paru innym sprawom.
Zaśpiewałem kilka recitali, które zostały ciepło przyjęte przez publiczność i obecnie zastanawiam się co z moim materiałem muzycznym? Czy nagrywać i wydawać płytę? (co w tych czasach trochę mija się z celem, bo jeśli się nie chce podpisywać paktu z medialnym diabłem, zabawa w wydawanie przypomina drogie hobby), czy też podzielić się z Wami nową piosenką, a później kolejną i nie angażować środków, ani energii w kampanię promocyjną i tę całą machinę medialną do której dziś mi równie daleko jak Polakom do Żydów.
Mam ogromną ochotę podarować Wam coś nowego, bo intuicja podpowiada mi, że trafi do tych kilku serc, które na to nowe czekają, ale nie jestem przekonany co do tego, który to miałby być utwór. Do wszystkich mam taki sam osobisty stosunek. Zobaczymy.
Proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości, na pewno nie zawiodę.

Jestem tu dziś z jednej strony szczęśliwy i wdzięczny losowi za dziś, bo tego się nauczyłem po różnych doświadczeniach – wdzięczności za wszystko co otrzymuję, a z drugiej trochę zawiedziony, że jestem, że przedwczoraj nic nie spadło na ziemię, nie zalało, nie eksplodowało zmiatając cywilizację w pył, która bez jakiegoś globalnego wstrząsu nie przebudzi się z letargu.
Podejrzewam, że nie tylko ja wyczuwam coraz cięższe powietrze. Mam wrażenie, że wojny między mocarstwami są jak wulkan, który od dawna nie wybuchał i zbiera się, zbiera, aż w końcu eksploduje. O dziwo nie sama eksplozja będzie najtragiczniejsza w skutkach, bo człowiek istota niedoskonała wtedy właśnie zapragnie spokoju i pewnie sięgnie po wartości o których dawno temu zapomniał, jak np. szacunek do innych, empatia, czy wsparcie.
Przyczyna narastającego napięcia, która od dawna budzi mój niepokój jest dużo bardziej destrukcyjna, bo zadecyduje o sile rażenia.

Nienawiść.

Pewnie trochę z biedy, trochę z wychowania, z braku samorealizacji, trochę z kompleksów, z religii, polityki, niedostatków w edukacji, trochę z mediów.
Jutro Wigilia Bożego Narodzenia. Dla Polaków, którzy w przeważającej większości deklarują, że wierzą w Boga, w Chrystusa (Żyda) jeden z najważniejszych, o ile nie najważniejszy dzień w roku. Oczywiście dla tej samej większości od wielu już lat priorytetem w tymże czasie nie jest naprawianie, budowanie relacji z bliskimi i w ogóle z ludźmi, z matką naturą, ale odbębnienie kwestii związanej z prezentami.
Tabuny ludzi w hipermarketach w zadumie na ostatnią chwilę wędrują między regałami zastanawiając się „Co by tu kupić, żeby mieć już to wreszcie z głowy” i najczęściej kończy się na zestawie kosmetycznym z promocji, portfelu, albo innym bublu, którego zakup spowoduje szczerą radość u właścicieli sklepów, na pewno nie u obdarowanego tymże bublem.
Zastanawiam się dlaczego ludziom łatwiej jest wydać ostatnie pieniądze na nijakie prezenty, niż nie wydawać na nic i podczas dzielenia się opłatkiem powiedzieć „Kocham Cię” .Zrobić wyklejankę ze wspólnych zdjęć i oprawić w ramkę, napisać wiersz jakikolwiek, ale z serca, podarować osobisty drobiazg, zrobić konfiturę dla kogoś, albo kiszone ogórki i w ładnie opakowanym słoiku dać osobie, która je lubi, czy wreszcie odwiedzić, albo zaprosić bliską osobę, która samotnie spędza ten czas.
Coś złego dzieje się z ludźmi, z relacjami i myślę, że to jest początek końca świata.
Coraz rzadziej zaglądam do internetu czytając newsy, bo nie chcę się denerwować formą w jakiej są pisane, ale zdarza mi się zajrzeć. Wchodzę czasami przez telefon na onet.pl, czy wp.pl i czytam komentarze pod różnymi artykułami. Myślę, że pobiliśmy już rekord. Polacy pobili światowy rekord w mowie nienawiści, antysemityzmie, homofobii, rusofobii, tuskofobii, kaczofobii i wszelkich innych fobiach.
W artykule o uziemionym dreamlinerze, co drugi, co trzeci komentarz internautów antyżydowski. W artykule o zbliżających się świętach, co drugi, co trzeci komentarz antyżydowski. Artykuł o masakrze w USA, to samo. Czytam i nie wierzę. Nie wierzę i coś wewnątrz mi się piętrzy. Każda okazja wykorzystana do tego, by wyrzucić z siebie (niestety anonimowo) ogromne pokłady nienawiści. Wciąż zadaję sobie pytanie co na to księża? Bo media już dawno sięgnęły bruku pławiąc się w taniej sensacji, nienawiści i podkręcaniu atmosfery jakakolwiek by nie była.
Skoro Ci sami internauci jutro pójdą na pasterkę chwaląc Boga, że narodził się Chrystus Żyd, czy nie można zareagować w kościołach z ambony i powstrzymać tę spiralę antysemityzmu w Polsce? Skąd tyle absolutnie bezpodstawnych uprzedzeń w ludziach?
Doszło do tego, że moi znajomi, którzy z pochodzenia są Żydami ukrywają swoje korzenie ze strachu przed wykluczeniem w swoich małych społecznościach.
Jak duże problemy trzeba mieć z samym sobą, jak wiele kompleksów i jak mało wyobraźni żeby skakać drugiemu człowiekowi do gardła już nawet nie w imię idei, bo te na naszej scenie politycznej są tak słabe i rozmyte jak mój wzrok, kiedy chodzę bez okularów, ale w imię obrony jednostek, polityków, których większość z rodaków nigdy nie spotkała osobiście i pewnie nie spotka, więc nie mają zielonego pojęcia jakimi ludźmi tak naprawdę są.
Nie jeden zacietrzewiony wyborca rentę całą by oddał, majątek w spadku, a nawet życie kładąc się pod koła limuzyny w akcie oddania swojemu ukochanemu politykowi. Walczą jak rozwścieczone dzikie psy broniąc swojego przywódcy i stada, tylko, że w zasadzie sami nie wiedzą po co? Co z tej walki będą mięli? I, czy Ci z którymi walczą naprawdę stanowią zagrożenie.
Trochę mi to przypomina walkę plemion. Ta sama czerwona krew, te same kości, ten sam gatunek, tylko nazwa inna, zupełnie jak u Polaków i Żydów, gejów i heteroseksualnych, tuskofanów i jarkofanów, czy chrześcijan i muzułmanów. Oby kiedyś nie skończyła się jak ta Hutu i Tutsi w Rwandzie w 1994r. Jedna z największych rzezi ludzkości, gdzie jedno plemię w ciągu 3 miesięcy z nienawiści do drugiego ścięło głowy maczetami ponad milionowi osób. Mężczyznom, kobietom, dzieciom, a społeczność międzynarodowa w tym ONZ przyglądały się debatując powściągliwie. To pokazało jak ważny jest pokój wewnątrz danego kraju, bo gdy przychodzi do interwencji nikomu z zewnątrz się nie pali, chyba, że ma w tym czysty interes, np. ropę naftową, albo złoża innego surowca. My nie mamy żadnych, bo na węgiel kamienny, którego i tak coraz mniej, nikt się nie połasi, dlatego zostaniemy kiedyś sami z własną głupotą i nienawiścią.
Sami sobie hodujemy potwora, który powoli zrywa się z łańcucha i dziś gryzie „wroga”, ale za moment dotkliwie pogryzie swojego stwórcę.

A gdyby tak gruchnęło, zalało, wybuchło, nagle wszyscy staliby się równi. Bogaci, biedni, Żydzi, Polacy, Rosjanie, Amerykanie, Afrykanie, Niemcy, geje, księża, prezydenci, gospodynie, pijacy, kloszardzi, popierający taką, czy inną opcję polityczną, mądrzy i głupi, lubiani i nielubiani. Wszyscy równi, bo bezradni wobec żywiołu i przeznaczenia w tej samej sekundzie pozbawieni absolutnie wszystkiego, władzy, majątków, w ostateczności życia. I nie Ci, którzy mieli miliony na kontach, albo władzę odchodziliby z tego świata z pokojem i bez strachu w sercu, ale Ci, którzy ten pokój wcześniej w nim mięli, albo przynajmniej z utęsknieniem go szukali, bo życie poświęcili na rzeczy istotne, na pielęgnowanie wartości, relacji, realizację marzeń swoich i nie tylko, na szacunek, na gromadzenie rzeczy ważnych i przydatnych, a nie drogich i na pokaz, na eksplorowanie życia i świata, na miłość.

Przypomnę raz jeszcze…

Jutro Wigilia Bożego Narodzenia, Jezusa z Nazaretu, Żyda. Jestem ciekaw ile osób spojrzy na krzyż w imię którego tyle razy byli w stanie wydrapać oczy drugiemu człowiekowi i przeprosi swojego Boga za nienawiść, której ojcem przecież ów Bóg, Jezus Żyd nie jest.
Życzę odwagi…
A wszystkim tym, którzy nie muszą tego robić, bo nie wykluczają innych ludzi z takiego, czy innego powodu, a na szczęście takich jest wielu, życzę siły, bo czasy coraz cięższe, więc przyda się a pewno.
Wesołych Świąt kochani:)
Damian


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 Komentarzy

Renia · 24 stycznia 2013 o 19:54

Dlaczego w naszych polskich realiach nikt nie zabiega o takiego człowieka. Wygląd, głos medialny,zdolny ,mądry , młody człowiek i co??? Ja czekam na rozwój Twój i życzę powodzenia.

Renia · 24 stycznia 2013 o 19:50

Cześc Damian. Wczoraj Cię ”odkryłam”. , cudo.

Beata K. · 8 stycznia 2013 o 21:15

No tak…..ludzie przestają być empatyczni….wręcz stają się apatyczni ( choć wg stoików to jedyny stan wolny od wzruszeń, umożliwiający osiągnąć pełnię szczęścia)….no cóż….” szczęście” to pojęcie względne, tak jak wolność, miłość, itd. . Fakt nienawiści, wrogości, wrodzonej złośliwości jest pełno…. utraciliśmy naturalna oraz wrodzoną zdolność uśmiechania się bez powodu, współczucia, odczuwania w pozytywnym tego słowa znaczeniu….toteż w Nowym Roku życzę Ci tego Damianie – i wszystkim pozostałym. Życzę Wam uśmiechu od nieznajomej/ nieznajomego, beztroski, kolokwialnie mówiąc- klapek na oczy – na otaczającą nas szarość i burość, odwagi w kroczeniu swoją ścieżką wyznawanych zasad oraz wartości, prostego gestu ludzkości i mimo wszystko wiary w ludzi….w dobrych, życzliwych, uczynnych, uczciwych istot posiadając zdolność współczucia oraz radowania się :) Sobie też tego życzę :)

Ann. · 27 grudnia 2012 o 23:24

Patrzysz na świat moimi oczami. :) Pozdrawiam serdecznie. Zazdroszczę serca i głosu!

Jarek · 27 grudnia 2012 o 22:10

Damian, do życzeń dołącz proszę kolejny utwór! Daj się namówić:)

Krystyna Bałakier · 27 grudnia 2012 o 17:50

Dopiero dzisiaj tu weszłam, bo podczas Świąt nie było mnie /ze względów oczywistych/ na Facebook’u i dlatego moje życzenia będą spóźnione ale równie serdeczne jak Twoich bliskich. Życzę Ci przede wszystkim zdrowia, sukcesów, wiele miłości i pozostania takim jaki jesteś. Post bardzo mi się podoba. Temat na czasie. Mam takie same odczucia niestety i to mnie martwi podobnie jak Ciebie.serdecznie pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na Twoje nowe piosenki i posty.